Hola, Panowie. Odwalcie się od państwa, które współtworzymy my wszyscy. Nawiasem mówiąc, wyraźnie widać tu manierę, którą wrogowie Polski trwale zaszczepili w naszej mentalności. Państwo to nie my. To jacyś oni, z którymi się nie utożsamiamy, których co prawda wybieramy, ale natychmiast się od nich odcinamy i swoje decyzje wyborcze kontestujemy. Tu Naród, Polska, My, a tam jakieś państwo. Taki nasz współczesny okupant.
A więc kto zawinił? To się da ustalić, pod warunkiem, że na chwilę oderwiemy się od mas i potocznej wiedzy i świadomości. Jeśli to już zrobiliśmy, to proponuję definiować to następująco:
1) Celem pobytu przestępcy w więzieniu jest nie tylko odwet, który charakteryzuje społeczności pierwotne. Głównym celem jest podjęcie próby naprawienia sprawcy czynu zabronionego, za co odpowiada formacja zwana Służbą Więzienną. Warto przypomnieć, że nie jest formacją klawiszy, stojących na wieżyczce z karabinem maszynowym, lecz coraz bardziej formacją ludzi wykształconych, pedagogów, psychologów itd., którzy sporo wiedzą o naturze człowieka i pokrętnych procesach intra- i interpersonalnych mających na niego wpływ. Proces resocjalizacji nie zawsze się udaje. Wtedy definiujemy środki zaradcze, które na trwale ograniczają możliwość recydywy. Czy tak było w przypadku Mariusza T.? Kiedy Służba Więzienna to stwierdziła i jakie propozycje złożyła w tej sprawie odpowiednim ludziom i urzędom?
2) Jeśli zatem Służba Więzienna nie zawaliła, to zawalili politycy. Zareagowali prosto i prymitywnie. Napisali i przyjęli ustawę dedykowaną przypadkowi Mariusza T. To sprzeczne z zasadami dobrego prawa i jego funkcją społeczną. Problem polega na tym, że w Polsce ustawy piszą nie profesorowie prawa lecz magistrzy filozofii, historii, zootechniki lub biologii. Przepisy prawa są wymuszane przez media lub tak zwaną opinię publiczną, w której najgłośniej brzmi głos prostego ludu, który reaguje na zasadzie: jest problem - jest reakcja. I tak, aż do następnego przypadku. Jakieś prewencyjne, edukacyjne, społeczne funkcje tak tworzonego prawa? Dajmy spokój.
3) Polityków i Służbę Więzienną obciąża historia znalezisk w celi Mariusza T. Głupota w idealnej, powiedziałbym kodeksowej, postaci. Żadnych usprawiedliwień! Ciekawe, czy odpowiedzialność za to przedsięwzięcie weźmie wykonawca, czy decydent?
4) Zawaliły media. W Polsce popełniane jest rocznie kilkaset morderstw (od 500 do 900). Prawie 90% z nich to porachunki rodzinne: zięć pchnął nożem teściową, konkubina partnera itd. Co dziesiąte morderstwo to efekt żądzy zysku lub na tle dewiacji psychologicznej. Te ostatnie karane są najsurowiej, ale i tak co roku na wolność wychodzi kilkunastu-kilkudziesięciu sprawców takich zbrodni. Dziesięć dni temu więzienie opuścił morderca-pedofil, w najbliższych miesiącach wyjdzie jeszcze kilku morderców, w tym tacy, którzy mordowali ze szczególnym okrucieństwem. W tej sprawie nie hałasujemy? Nie proponujemy ponownego osądzenia tych spraw i jedynym możliwym wyrokiem: dożywocie? Wszak, jak jest wola ludu, a zwłaszcza tabloidów, to po co nam jeszcze sprawiedliwość?
5) Winę - w jakimś stopniu - ponosimy my wszyscy. Przestępca, nawet taki, który się zresocjalizował, jest przez nas nietolerowany. Nie ma dla niego pracy i nawet odrobiny życzliwości. Pokazujemy go palcem i szeroko informujemy wszystkich, kto zacz. A zarazem tolerujemy, a nawet sympatyzujemy z kolejnym gościem, który po pijanemu siada do samochodu. Dopóki nie zabije. I tak to się toczy.
Wszystkie te argumenty padły w toku debaty nad sprawą Mariusza T. Trochę je tylko uporządkowałem. Ale jak spojrzymy z pewnej perspektywy na tę dyskusję, to zobaczymy, że argumenty poważne zmieszane są z populizmem, intelekt z prymitywizmem, istota sprawy z jakimiś mało ważnymi dodatkami. Istny tytułowy bigos. Danie, którego uroda polega na zmieszaniu różnych składników. Zjadliwe, ale ciężkostrawne, niezalecane w zdrowym odżywianiu. Jak w starym dowcipie: do kapusty dodaję kiełbasę i resztki z rosołu, wrzucam okrawki z różnych mięs i wszystko, co od tygodni leży w lodówce, mieszam, gotuję, a następnie wyrzucam przez okno. I biorę się do robienia nowego bigosu. W oczekiwaniu na niego kreślę się Państwu z szacunkiem. I czytam tabloidy, na pewno już produkują kolejną partię kapusty, bez której - przypominam - nie ma bigosu.