"Radosław Młynarczyk, student Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego przygotowujący pracę dyplomową - krytyczne wydanie "Sonaty marymonckiej" Marka Hłaski, natrafił we wrocławskim Ossolineum na... rękopis nigdy niewydanej wczesnej powieści tego autora" - relacjonuje "Rzeczpospolita".
Dziennik podkreśla, że o zaginionych dziełach Marka Hłaski krążyły najbardziej fantastyczne legendy. "Powiadano nawet, że przebywając na emigracji w Stanach Zjednoczonych, Hłasko zostawił maszynopisy w bagażniku samochodu zaparkowanego przed domem, w którym mieszkał w Los Angeles. Po nagłej śmierci pisarza - w czerwcu 1969 roku w Wiesbaden - auto miało zostać ściągnięte przez służby miejskie i złomowane. Tak przepadły ponoć ostatnie nieznane rękopisy" - czytamy w "RP".
- Imperium, które nie chce umrzeć
- Wierzę w zbiorową mądrość Platformy
(MN)