W środę premier Mateusz Morawiecki, który w tym tygodniu przebywa z wizytą w USA, odwiedził zakłady ANAD Anniston Army Depot w Alabamie, gdzie produkowane są czołgi Abrams. Mam potwierdzenie, że najpóźniej do czerwca trafi do Polski 14 Abramsów - mówił Mateusz Morawiecki w USA.
14 Abramsów to tylko "preludium" większej dostawy, bo finalnie do Polski ma trafić z USA 250 supernowoczesnych abramsów i 116 zmodernizowanych czołgów.
Szef rządu podkreślał, że ten sprzęt "to pancerna kurtyna, która ochroni wschodnią część Polski". Wyraził też przekonanie, że wraz ze sprzętem wojskowym, do naszego kraju trafi też biznes. Morawiecki mówił, że rozmawiał z amerykańskimi wojskowymi i kierownictwem zakładu ANAD o możliwości "posadowienia w Polsce zakładów, które będą utrzymywały i naprawiały czołgi Abrams w Europie".
Zabiegamy również o to, aby w Polsce posadowiona była produkcja rdzeni amunicji do Abramsów, rdzeni ze zubożonego uranu, supernowoczesnej amunicji - dodał szef rządu.
Interia podaje, że choć wizyta polskiego premiera była przygotowywana od kilku tygodni, to strona amerykańska zdecydowała się na nagłe jej przyspieszenie. Obecność Morawieckiego w Waszyngtonie ma być odpowiedzią na wizytę Emmanuela Macron i Ursuli von der Leyen w Pekinie.
Decyzję, jak informuje portal, podjęto jednak zanim Macron udzielił kontrowersyjnego wywiadu, w którym zaapelował o polityczne odcięcie się Europy od problemów Stanów Zjednoczonych, m.in. dotyczących Tajwanu. Teraz obecność polskiego premiera w stolicy USA zyskuje jeszcze większe znaczenie.