Prezydent USA Donald Trump powiedział w rozmowie z CNN, że duża fala ataków na Iran jeszcze nawet się nie zaczęła, ale wkrótce nadejdzie. "Spuszczamy im łomot. Myślę, że idzie bardzo dobrze" - powiedział Trump.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Jeszcze nawet nie zaczęliśmy silnie ich atakować, dużej fali jeszcze nie było. Duża wkrótce nadejdzie - oznajmił Donald Trump. Dodał, że nie chciałby, żeby operacja trwała "zbyt długo". Zawsze myślałem, że to będzie około czterech tygodni. Trochę wyprzedzamy plan - przekazał prezydent.
Pytany o to, czy Stany Zjednoczone robią coś więcej poza atakiem militarnym, aby pomóc Irańczykom "odzyskać kontrolę nad krajem", Trump odparł: Tak. Zgadza się. Ale teraz chcemy, żeby wszyscy (Irańczycy - przyp. red.) przebywali w zamkniętych pomieszczeniach. Tam (w Iranie - przyp. red.) nie jest bezpiecznie.
Przyznał też, że dotychczas "największym zaskoczeniem" były irańskie ataki na kraje w regionie: Bahrajn, Jordanię, Kuwejt, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Byliśmy zaskoczeni. Powiedzieliśmy im (państwom regionu Zatoki Perskiej - przyp. red.): zajmiemy się tym. A teraz oni chcą walczyć. I walczą agresywnie. Mieli być zaangażowani w bardzo małym stopniu, a teraz nalegają, by być zaangażowanym - przekazał Trump.
Jak dodał, Irańczycy "uderzyli w hotel, w apartamentowiec". To ich po prostu rozzłościło - przyznał.
Trump pytany przez CNN o to, kto będzie rządził Iranem, powiedział: Nie wiemy, kto jest u władzy. Nie wiemy, kogo wybiorą. Może będą mieli szczęście i trafią na kogoś, kto wie, co robi.
Irańczycy, jak powiedział, stracili "wiele pod względem przywództwa" w wyniku pierwszych ataków. Poinformował, że w początkowych atakach zginęło 49 wysokich rangą przedstawicieli władz Iranu. Ocenił też, że władze irańskie "stały się trochę aroganckie", ponieważ spotkały się w jednym miejscu. Myśleli, że są niewykrywalni. Nie byli niewykrywalni. Byliśmy tym zszokowani - dodał.
Prezydent powiedział, że nie jest jasne, kto obecnie rządzi Iranem. Oni też sami nie wiedzą. To trochę jak kolejka bezrobotnych - ocenił.
Wraz z wypowiedziami prezydenta USA z bazy Lakenheath w Wielkiej Brytanii wystartowało sześć amerykańskich myśliwców F-15E Strike Eagle. Samoloty skierowały się w stronę Iranu, a ich przelot zabezpieczały tankowce powietrzne KC-135 i KC-46. Dzień wcześniej tę samą trasę obrało 12 myśliwców, z których jeden musiał zawrócić z powodu awarii podwozia, a pozostałe 11 kontynuowało lot na wschód.
Obecność tankowców w powietrzu pozwala myśliwcom na długotrwałe operacje bez konieczności lądowania i uzupełniania paliwa. Dzięki temu samoloty uderzeniowe mogą dotrzeć na miejsce działań w pełni gotowe do wykonania misji, a także są mniej narażone na potencjalne ataki podczas tankowania. Według analityków wojskowych w regionie Bliskiego Wschodu stacjonuje obecnie co najmniej 108 amerykańskich tankowców, głównie KC-135 Stratotanker.
F-15E Strike Eagle to jeden z najbardziej wszechstronnych samolotów bojowych w arsenale USA. Jednak podczas długich misji i przelotów między bazami wymaga wsparcia powietrznych tankowców. Ich obecność umożliwia szybkie i sprawne przerzucanie sił na znaczne odległości.
Wysłanie w ciągu 24 godzin tak dużej liczby myśliwców na Bliski Wschód to pokazuje, że amerykańska koncentracja wojskowa w regionie rośnie. To potwierdza, że rozpoczęta w sobotę operacja Stanów Zjednoczonych przeciwko Iranowi, nazwana "Epicka Furia", nie wygasa, lecz rozwija się.


