Wczoraj w Tunisie kontynuowano protesty przeciwko tymczasowemu rządowi Mohammeda Ghannusziego. Dodatkowo marsz na stolicę rozpoczął główny związek zawodowy w tym kraju. Protestujący domagają się ustąpienia obecnego rządu, zarzucając mu, że jego liczni członkowie byli częścią obozu władzy przed obaleniem prezydenta Zina el-Abidina Ben Alego.

Chodzi m.in. o ministrów obrony narodowej, finansów i spraw zagranicznych. Pełniący obowiązki prezydenta premier Mohammed Ghannuszi odszedł z partii rządzącej Ben Alego RCD i przekonywał, że członkowie jego gabinetu, mimo przynależności do poprzedniej ekipy rządzącej, mają, jak się wyraził, "czyste ręce". Jednak zapewnienia te nie trafiają do przekonania wielu członków opozycji i protestujących na ulicach. Zdaniem przywódcy opozycyjnej partii CPR Moncefa Marzoukiego, Ghannuszi, który ponad 10 lat służył dyktaturze, nie jest w stanie stworzyć demokracji.

Główny związek zawodowy Tunezji UGTT rozpoczął wczoraj marsz pod nazwą "Karawana wyzwolenia", który ma prowadzić ze środkowej Tunezji do Tunisu. Wieczorem uczestnicy marszu zdążyli dotrzeć do miejscowości Regueb, położonej w środkowo-zachodniej części kraju. BBC podała także, że również nauczyciele szkół podstawowych planują strajk przeciw obecnemu rządowi. Jeśli dojdzie do protestu, może on kolidować z planowanym na ten tydzień stopniowym otwieraniem uczelni.