Propozycje, które leżały na stole, były dla nas niekorzystne, bo wynikało z nich, że większość zleceń na zakup broni otrzymywałby wielkie firmy np. francuskie. Chcemy więc dostać gwarancje, że jeżeli kupujemy np. samoloty czy czołgi, to niektóre podzespoły będą produkowane w Polsce - tłumaczył w rozmowie z dziennikarką RMF FM jeden z polskich dyplomatów.
Mogą to być np. gwarancje znajdujące się w klauzulach przetargowych. Tak ma to wszystko postępować, że jeżeli my coś zamawiamy w Europie, to też to tworzy miejsca pracy w Polsce - tłumaczył minister obrony Tomasz Siemoniak. A stawka jest duża. Polska jest jednym z niewielu krajów Unii, który zamierza w najbliższych 10 latach przeznaczyć na zakupy zbrojeniowe sporo pieniędzy. Chcemy więc mieć coś do powiedzenia.
Polsce nie podobały się także zapisy o wsparciu dotacjami publicznymi małych i średnich przedsiębiorstw, bo dotyczyłyby one tylko firm prywatnych. A polski przemysł zbrojeniowy to małe i średnie przedsiębiorstwa, z których prawie wszystkie należą do Skarbu Państwa. Państwowe firmy na taką pomoc nie mogłyby liczyć. Zdaniem ministra Siemoniaka mamy poparcie mniejszych krajów oraz Bułgarii i Rumunii.
(MRod)