Do 44 wzrosła liczba ofiar huraganu Irene. Wiele miast w Nowej Anglii nadal boryka się z powodziami, które spowodował huragan. Miliony ludzi wciąż nie mają prądu. Nowemu Jorkowi wbrew zapowiedziom kataklizm oszczędził zniszczeń.

Stany w regionie Nowa Anglia na północnym wschodzie USA (Connecticut, Maine, Massachusetts, New Hampshire, Rhode Island, Vermont) zostały znacznie bardziej dotknięte przez Irene.

Na całym wybrzeżu ponad 4,5 miliona ludzi pozbawionych zostało prądu. Przywrócenie jego dostaw - zapowiadają władze - może potrwać kilka dni. W stanach Wirginia i Karolina Północna, najsilniej dotkniętych kataklizmem, pracuje nad tym ponad 6000 elektryków, częściowo sprowadzonych z zachodnich stanów.

Huragan okazał się słabszy, niż zapowiadały służby pogodowe i władze stanowe i lokalne. Szczególnie dotyczy to Nowego Jorku, gdzie z oświadczeń władz mogło wynikać, że miastu grozi ogromny kataklizm o niewyobrażalnych skutkach. Wbrew jednak tym zapowiedziom, nie doszło do zalania wodą tuneli metra, uszkodzeń systemu doprowadzenia wody, ani zalania przybrzeżnych terenów na Manhattanie; nikt również nie zginął.

National Hurricane Center (NHC) w Miami na Florydzie przyznał, że niewłaściwie ocenił skalę zagrożenie. NHC przewidywał, że Irene, który w rejonie wysp Morza Karaibskiego miał kategorię 3 (na skali od 1 do 5), w miarę posuwania się na północ może nawet przybrać na sile. Tymczasem osłabł i zdegradowano go do kategorii 1, a potem burzy tropikalnej.