Google wywołał międzynarodowe oburzenie, gdy wyszło na jaw, że samochody fotografujące ulice dla serwisu Street View, który umożliwia wirtualne spacery po ulicach wybranych miast, zbierały również e-maile, adresy internetowe i hasła z niezabezpieczonych sieci bezprzewodowych. Scotland Yard zapowiedział jednak ostatnio, że nie rozpocznie śledztwa w sprawie włamań do prywatnych sieci. Google zapewnił z kolei, że dane były zbierane przypadkowo.
Komisarz ds. ochrony informacji Christopher Graham otrzymał niedawno uprawnienia, by nakładać grzywny do 500 tys. funtów za poważne naruszenia przepisów. W oświadczeniu stwierdził jednak, że "najbardziej odpowiednim i proporcjonalnym działaniem regulacyjnym" będzie ubieganie się o pisemne zapewnienie od firmy Google, że włamania nie powtórzą się, oraz przeprowadzenie kontroli praktyk tej firmy związanych z ochroną danych. Z kolei koncern zapewnił, że pracuje nad poprawieniem kontroli wewnętrznych. Nie chcieliśmy tych danych, nie wykorzystaliśmy ich nigdy w naszych produktach czy usługach i próbowaliśmy usunąć je tak szybko jak to możliwe - podkreślił Google.