Posłowie zostali wezwani jako osoby zawiadamiające o możliwości przestępstwa.
Zawiadomienie trafiło ponad miesiąc temu do Prokuratury Rejonowej w Bełchatowie, jednak potem sprawę przejęła jednostka nadrzędna - Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim. Argumentowano to między innymi wagą sprawy.
Do tej pory jednak nie zapadła decyzja, czy będzie śledztwo. Jak usłyszał nasz reporter, od posłów odebrano dopiero ustne zawiadomienie. Byli pytani między innymi o podstawę doniesienia, a także o nazwiska osób, które powinny być przesłuchane. Co ciekawe, zeznali, że głównym powodem ich działań są doniesienia medialne.
Przypomnijmy, że 19 września Bartłomiej Misiewicz poprosił o zawieszenie w funkcjach w MON po tym, jak jeden z tygodników opisał przebieg spotkania, na którym miał proponować radnym PO w Bełchatowie przystąpienie do koalicji z PiS. Zapowiedział też, że wytoczy proces tygodnikowi za "nieprawdziwy i szkalujący artykuł". Szef MON przychylił się do stanowiska Misiewicza i zawiesił go w czynnościach. W tamtym tygodniu jednak pojawiły się informacje, że Misiewicz wrócił do pracy w Ministerstwie Obrony Narodowej. Były rzecznik Antoniego Macierewicza zajmuje się w Gabinecie Politycznym MON analizą dezinformacji medialnych, wymierzonych w bezpieczeństwo państwa.
(mal)