Łowczemu postawiony zostanie zarzut o nieuzasadnione, czyli bezprawne zabicie łosia; chodzi o złamanie ustawy o ochronie zwierząt. Prokuratorów nie przekonały tłumaczenia, że łoś mógł być zagrożeniem, bo spacerował po osiedlu obok ruchliwej drogi, gdy Ursus ruszał do pracy. Śledzcy ustalili też, że łoś nie był agresywny.
Materiał dowodowy jest obszerny, a łowczego obciążają główne zeznania świadków. Mężczyźnie grozi grzywna lub maksymalnie rok więzienia. Zarzutów nie usłyszą natomiast inne osoby uczestniczące w akcji, czyli policjanci i strażnicy miejscy z „Ekopatrolu”.