Dziewczynka nigdy nie trafiła do szkoły ze względu na bardzo wysoki stopień niepełnosprawności. Dyrekcja zaproponowała więc nauczenie indywidualne. Rodzice jednak się na to nie zdecydowali, a szkoła nie może ich do tego zmusić.
Od 2005 roku nikt nie wiedział co dzieje się z Dorotą. Dyrekcja szkoły, do której miała chodzić tłumaczy, że działała zgodnie z prawem. Problemem są jednak niejasne przepisy. Nie ma w tej konkretnej sytuacji , konkretnego zapisu ustawodawcy co z tym zrobić - tłumaczy Zbigniew Konczewski naczelnik wydziału edukacji warszawskiej dzielnicy Ursus. Matkę dziewczyny wiele razy wzywano do szkoły, powiadomiono również policję.
Według rzecznika Ministerstwa Edukacji Narodowej wina nie leży w przepisach, bo te są jasne. To dyrekcja musi kontrolować, czy dzieci chodzą do szkoły. Jeśli nie jest w stanie tego robić musi zawiadomić sąd rodzinny - tłumaczy Grzegorz Żurawski. Ja nie znam jasnego zapisu w ustawie nakazującego dyrektorowi zawiadomienie sądu rodzinnego. Przypomnę, że w tej konkretnej sytuacji dyrektor szkoły zawiadomił sąd rodzinny - odpowiada Konczewski.
W rzeczywistości jednak w ustawie nie ma o tym nawet słowa. Gdy nasz dziennikarz zwrócił na to uwagę, rzecznik odesłał go do kodeksu o postępowaniu w sprawach nieletnich.
W ubiegły czwartek stołeczni policjanci zatrzymali cztery osoby, które mogą mieć związek ze śmiercią nastolatki. Ciało niepełnosprawnej dziewczynki znaleziono zakopane w ogródku obok domu. Funkcjonariusze zatrzymali 44-letnią matkę dziewczynki, 49-letniego konkubenta kobiety oraz dwóch braci Doroty.