Strażaków wzywano przede wszystkim do pompowania wody z podtopionych budynków i zalanych ulic. W dużej części zgłoszeń chodziło o usuwanie powalonych drzew i połamanych konarów.
W niektórych miejscach kraju silny wiatr zrywał linie energetyczne, nie ma natomiast sygnałów o zerwanych dachach.
Najważniejsza - i dobra - wiadomość jest zaś taka, że w wyniku nawałnic nikt nie ucierpiał.
Najwięcej pracy mieli strażacy na Mazowszu, którzy do wezwań wyjeżdżali ponad 400 razy.
W samej Warszawie - nad którą przeszła gwałtowna burza - zanotowano około 100 interwencji.
Jak informował kpt. Wojciech Kapczyński z Komendy Miejskiej PSP, 80 procent zdarzeń, do których wyjeżdżali stołeczni strażacy, dotyczyło złamanych lub powalonych drzew i konarów, pozostałe wezwania związane były z zalaniem ulic i posesji.
Znaczna część zgłoszeń na Mazowszu pochodziła również z powiatów piaseczyńskiego i sokołowskiego.
Sporo pracy mieli także strażacy w Śląskiem, którzy wyjeżdżali do akcji prawie 200 razy, i strażacy na Podlasiu, gdzie koniecznych było blisko 100 interwencji.