Według kowieńskich lekarzy, pomoc medyczną udzielono dla co najmniej ośmiu chuliganów, ranny został też jeden litewski ochroniarz. Rzeczniczka policji nie potwierdziła informacji, jakoby ta osoba zmarła. W piątkowy wieczór polscy pseudokibice stoczyli regularną bitwę z miejscowymi siłami porządkowymi. Do przykrych incydentów dochodziło już kilka godzin przed meczem.
Najgorsze wydarzenia miały jednak miejsce około półtorej godziny przed spotkaniem. Grupy chuliganów na stadionie i wokół niego starły się z litewskimi służbami ochrony, a także... między sobą (zwaśnione grupy z różnych klubów). Rzucali betonowymi fragmentami trybun i ogrodzenia, krzesełkami, racami oraz petardami.
Później - w czasie zawodów - spiker kilkakrotnie apelował o spokój, grożąc przerwaniem spotkania. Niestety, w drugiej połowie ponownie wybuchły zamieszki. Z polskiego sektora poleciały w kierunku policji różne przedmioty i race świetlne. Z kolei zza stadionu dobiegały odgłosy huku petard. Policja musiała po raz kolejny użyć gazu łzawiącego.