Po wtorkowych zamachach z Saschą i Alexandrem nie było kontaktu. Rodzeństwa poszukiwała rodzina i znajomi. Staramy się radzić sobie, jak możemy. To jest jak sztylet w serce - powiedział przyjaciel rodzeństwa na wieść o śmierci bliskich. W Nowym Jorku na Alexandra czekała narzeczona.
We zamachach w Brukseli zginęło 31 osób, a około 300 zostało rannych. O poranku do dwóch eksplozji doszło na lotnisku Zaventem. Kilkadziesiąt minut później kolejny wybuch nastąpił przy stacji metra Maelbeek, w pobliżu instytucji unijnych.
Po atakach terrorystów, co najmniej do wtorku, 29 marca - brukselskie lotnisko Zaventem nie przyjmie lotów pasażerskich.
(dp)