Andrzej S. nie był ani ofiarą, ani nawet znajomym żadnej z ofiar katastrofy. Próbował wykorzystać ludzką tragedię - dramat, który z końcem stycznia rozegrał się w hali katowickich targów - czytamy w dzienniku.
Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu na razie ustaliła, że faksy przesłano do dwóch firm. To czy adresatów było więcej, wykaże śledztwo. Organy ścigania sprawdzają billingi faksu, z którego pisma wysyłano.