W czasie meczu Francja - Niemcy na Stade de France znajdowało się aż kilkadziesiąt tysięcy osób. Jeżeli doszłoby do eksplozji w momencie, kiedy ze stadionu wychodziły tłumy kibiców, liczba ofiar mogłaby być wielokrotnie wyższa.
Z niewiadomych na razie przyczyn zamachowcy-samobójcy doprowadzili do wybuchów w czasie meczu i koło stadionu zginęło kilka – zamiast być może kilkuset osób. Jednocześnie policja zakazała przerwania meczu po eksplozjach, by kibice pozostali jak najdłużej na stadionie – wypuszczano ich stopniowo dopiero po przeczesaniu okolicy przez funkcjonariuszy.
Według ekspertów – w przeciwieństwie do styczniowych zamachów na redakcje „Charlie Hebdo” i koszerny supermarket – tym razem wybrane miejsca ataków nie miały charakteru symbolicznego – terroryści ostrzelali np. restaurację o nazwie „Mała Kambodża”, której klientami jest wielu imigrantów z Azji – chodziło po prostu o zamachy najbardziej zatłoczonych miejscach.
(mpw)