RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Wybraliśmy sołtysa (z notatnika aktywisty)

Publikacja: Poniedziałek, 25 maja (12:55) Aktualizacja: Poniedziałek, 25 maja (12:00)

W naszej wsi odbyły się wybory najważniejszej władzy moralnej, czyli sołtysa. Z racji wieku i byłych urzędów znalazłem się (mentalnie, ma się rozumieć) w kolektywie, który wspierał sołtysa dotychczasowego. Każde nowe, to niewiadome, aczkolwiek niektórzy mówią, że lepsze nowe gorsze, niż stare zastałe.

Sołtys, jak to sołtys, urząd niezbyt władny ale prestiżowy. Wiadomo, dziennikarz do wsi przyjedzie, to i o sołtysa pyta. A to o cielaku o dwóch głowach trzeba się wypowiedzieć, albo o starych rolniczych obyczajach wspomnieć. Ewentualnie Kowalską surowo napomnieć, bo się kobiecinie we łbie przewraca, mądrości uniwersyteckich się najadła, a tu Panie ho, ho! - rozumu trzeba. Staremu sołtysowi, ten stołek się należał, bo wszak nic nie robił, to i dupy nie dał.

Ale kampanię i tak trza było zrobić. Więc najpierw wieś podzieliliśmy na mądrych i głupich. Tu był błąd, bo głupich (jak twierdzi Janusz Korwin-Mikke) jest więcej i do nich należało przemawiać. A my do mądrych, bo to wiadomo herbatką podejmą, nasz pogląd na świat podzielą i cudzoziemskich słów użyją. A głupiemu tylko chleb i igrzyska na myśli. A my przecież - poważni ludzie - nie wiemy, kto to Zenek Martyniuk i disco polo nie zatańczymy. W ogóle nie będziemy tańczyli, jak muzyka nie nasza.

Powołaliśmy sztab. Specjalnie takich po siedemdziesiątce, aby na ich tle kandydat młodo wyglądał. Dla równowagi niedoświadczonych, co to nigdy jeszcze kampanii nie robili, aby świeżość zachować. Ale niestety, sztab się od razu koncepcyjnie podzielił. Część chciała, aby kandydat chodził po wsi od chałupy do chałupy, a część uważała, że we wsi kandydata wszyscy znają i trzeba ino pod kościołem się raz w tygodniu pokazać. No to my poszli na kompromis. Sołtys tylko sąsiadów odwiedzał i choć mądrze gadał, to tak samo, jak w zeszłym roku. Sąsiedzi lekko znudzeni byli i coś tam marudzili, ze zmian trzeba, od nowa,  energicznie i inaczej.  Ale o szczegóły nikt nie pytał, to i sołtys nie gadał. Raz tylko taki krzykacz się znalazł, tośmy mu referendum wsiowe obiecali i spokój miał być. I tak nam szło od pierwszego do pierwszego i tylko sąsiedzi co pomoc obiecali, nosa z domu nie wychylili.

To przez nich my przegrali. Nawozy poza kolejką dostawali, kartki na traktory obiecali my im załatwić i nic. Tak to, Panie, na sąsiadów trzeba uważać. Naobiecują, a potem do Brukseli spieprzą. I tyle ich my widzieli. Trzeba się znowu będzie do nowego obozu przepisać.

Źródło:  
Dalsza część artykułu pod materiałem video: