Na konwencji wyborczej w Lublinie Marian Kowalski skrytykował obecny system władzy w Polsce. Przekonywał, że prowadzi do ciągłych sporów między premierem i prezydentem, nawet jeśli pochodzą z tej samej opcji. Jest paraliż państwa, nawet w warunkach pokoju. Proces legislacyjny trwa miesiącami, nawet latami. Co będzie, gdy Polska będzie naprawdę zagrożona? Kto wtedy będzie rządził? - pytał. Zapowiedział też "koniec wojen na górze". Koniec mieszania kompetencji, partiokracji, pozoru demokracji, w której pięciu czy sześciu prezesów partii układa listy wyborcze i tak naprawdę w zgodzie i porozumieniu kierują tą całą pseudodemokracją. Koniec - wyliczał. To ludzie mają decydować, kto zasiada w Sejmie i rządzie - podkreślił Marian Kowalski.
Kandydat Ruchu Narodowego na prezydenta zapowiedział, że będzie bronił interesów pracowników korporacji, w których - jego zdaniem - płaci się najmniej, a żąda najwięcej. Nigdy nie pozwolę na to, żeby Polacy, tu pracując u obcych, nie mieli dni wolnych, świąt, urlopów i żeby zarabiali grosze - obiecał. Nie tak miało być w kraju, który buduje się na etosie największego związku zawodowego, Solidarności - dodał. Musimy doprowadzić do sytuacji, żeby Polacy mogli zarabiać godne pieniądze, a nie napychać kieszenie finansistom, oszustom i ludziom, którzy korzystają z układów politycznych - podsumował Kowalski.
(mn)