Na czym Giuliani oparł swoje ostrzeżenia? Według dostępnych informacji, zaobserwował on charakterystyczne zmiany poziomu radioaktywnego gazu - radonu - w rejonach aktywnych sejsmicznie. Radon jest produktem rozpadu radu, który z kolei powstaje z uranu. Jego wzmożone wydzielanie może być oznaką subtelnych ruchów tektonicznych. Rejon L'Aquilli jest aktywny sejsmicznie i dla nikogo nie było tajemnicą, że takie wstrząsy są tam możliwe.
Według słów Giulianiego, 29 marca czujniki zamontowane w tym rejonie zarejestrowały znaczne zwiększenie stężenia radonu. Sejsmolog alarmował wówczas, że katastrofa może nastąpić w ciągu kilku godzin, ale 31 marca spotkał się ze stanowczą reakcją szefa lokalnej obrony cywilnej, który uznał jego doniesienia za niepotrzebne straszenie ludzi.
Dla nauki odkrycia Giulianiego będą kolejnym śladem na drodze do znalezienia sposobu ostrzegania przed trzęsieniami ziemi, ale z pewnością nie można w tej kwestii oczekiwać szybkich postępów. Sygnały ostrzegawcze - pojawianie się radonu, zmiany pola eklektromagnetycznego czy sygnały meteorologiczne - są bardzo subtelne. Ewentualna ewakuacja to zaś bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Trudno się na nie zdecydować, jeśli nie ma absolutnej pewności co do zagrożenia.
Trzęsienie ziemi we włoskiej Abruzji odnotował sejsmograf w odległym o 900 kilometrów Raciborzu na Śląsku: Jeżeli normalnie nie ma wstrząsu, to piórko kreśli w zakresie jednego milimetra. Ten wstrząs miał takie silne wychylenia, że drgania dochodziły do ograniczników - tak opisał skalę kataklizmu Wojciech Wojtak z obserwatorium geofizycznego w Raciborzu.