Siedzibę SBU w Ługańsku siły prorosyjskie zajęły wczoraj. Tłum wyważył drzwi i wybijał cegłami okna na pierwszym piętrze. Użyto granatów dymnych, a przed budynkiem eksplodowały race.
Agencje podawały, że w szturmie uczestniczyło około tysiąca osób, które domagały się uwolnienia lidera organizacji znanej jako Ługańska Gwardia, Aleksandra Charitonowa, aresztowanego po tym, gdy ogłosił się "ludowym gubernatorem" obwodu.
Dziś rano milicja podała, że w wyniku ataku na SBU w Ługańsku ucierpiało dziewięć osób, w tym dwóch pracowników tego resortu. Pozostali to cywile.
Dziś także separatyści zajęli SBU w Doniecku, zaś wczoraj - siedziby władz obwodowych w Doniecku i Charkowie.
W godzinach porannych szef MSW Ukrainy Arsen Awakow poinformował, że administracja w Charkowie została odbita. Żadnych szczegółów tej akcji minister nie ujawnił.
Nastroje separatystyczne na Ukrainie zaczęły narastać po obaleniu w lutym prezydenta Wiktora Janukowycza i jego ucieczce do Rosji, która zajęła następnie ukraiński Krym. Według władz w Kijowie zajścia we wschodnich regionach kraju organizuje i opłaca Moskwa.
Po fali separatystycznych zajść, do mieszkańców wschodnich obwodów Ukrainy zwrócił się ukraiński premier Arsenij Jaceniuk.Wszyscy rozumiemy, że realizowany jest plan antyukraiński, antydoniecki, antyługański i antycharkowski. Plan destabilizacji sytuacji, by dać obcym wojskom powód do wtargnięcia i zajęcia terytorium naszego kraju. Nie dopuścimy do tego.
Jednocześnie Jaceniuk oświadczył, że Rosja nie wycofała swoich wojsk w głąb kraju, nadal znajdują się one w odległości 30 kilometrów od granicy z Ukrainą. Oskarżył przy tym Moskwę o planowanie inwazji na jego kraj.
(mal)