Mężczyzna biesiadował cały czas na stacji paliw w Wojniczu (Małopolska). Jak tłumaczył policjantom, "dla świętego spokoju" wyłączył tam od razu telefon komórkowy, by nikt nie mógł się z nim kontaktować.
Zaniepokojony tajemniczym milczeniem pracownika w delegacji pracodawca zgłosił sprawę policji. Ta bezskutecznie poszukiwała zaginionego do chwili, w której przyszło jej wylegitymować pijanego do nieprzytomności pacjenta karetki pogotowia.
Przewoźnik z Mielca nie doznał szkody z powodu eskapady niefrasobliwego kierowcy; wart 160 tys. zł towar bez uszczerbku doczekał się odwiezienia do odbiorcy.