Prokuratura, przypomnijmy, chce postawić byłej prezes Sądu Okręgowego w Krakowie zarzuty przywłaszczenia środków publicznych, działania na szkodę interesu publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nadużycia uprawnień i przyjęcia korzyści majątkowej. Czyny te zagrożone są karą do 10 lat więzienia.
Beata Morawiec kategorycznie zarzuty odrzuca. Sędzia, która niejednokrotnie krytycznie wypowiadała się nt. zmian forsowanych w ostatnich latach przez obóz Prawa i Sprawiedliwości, wskazuje na polityczny kontekst sprawy.
Tuż po tym, jak prokuratura skierowała do Izby Dyscyplinarnej SN wniosek ws. uchylenia jej immunitetu, Morawiec podkreślała w rozmowie z RMF FM: "Od jakiegoś czasu spodziewałam się działań ze strony ministra (sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry - przyp. RMF) i podległej mu prokuratury. To działanie Prokuratury Krajowej bardzo pięknie wpisuje się w to, co dzieje się aktualnie w życiu politycznym".
W późniejszej rozmowie z Onetem stwierdziła zaś: "Nie będę tu rzucać nazwiskami, zapytam tylko: a kto skorzysta na tym, że ja zostanę pognębiona? Kto przegrał ze mną proces cywilny w I instancji i komu zależy na dalszej destrukcji sądownictwa?".
Przypomnijmy: po odwołaniu jej ze stanowiska prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie Beata Morawiec pozwała Zbigniewa Ziobrę za - jak argumentowała - próbę zdyskredytowania jej osoby poprzez komunikat ministerstwa: resort sugerował bowiem, że odwołanie ma związek z aferą korupcyjną wokół dyrektorów sądów - na których pracę prezesi sądów nie mają żadnego wpływu, bowiem dyrektorzy podlegają bezpośrednio Ministerstwu Sprawiedliwości. Morawiec zażądała od Ziobry przeprosin, a sąd przyznał jej rację. Minister odwołał się od wyroku.
"Ja nie popełniłam żadnego przestępstwa, a te ich nieudolne działania tylko mnie napędzają do dalszej walki o praworządność. Niech nikt nie liczy na to, że ja się poddam albo że mnie jakieś bzdurne oskarżenia wyprowadzą z równowagi" - podkreślała również sędzia.
Trzy tygodnie temu Izba Dyscyplinarna SN nieprawomocnie uchyliła Beacie Morawiec immunitet.
W uzasadnieniu tego orzeczenia sędzia Adam Tomczyński, który rozpatrywał sprawę jednoosobowo, podkreślał, że w odniesieniu do każdego z czynów zarzucanych sędzi "istnieją nie jeden, nie dwa, ale co najmniej trzy dowody".
Posiedzenie SN trwało wówczas niemal do północy. Wcześniej obrona sędzi złożyła m.in. wniosek o wyłączenie sędziego Tomczyńskiego ze sprawy.
Sędzia Adam Tomczyński odrzucił wcześniej wszystkie wnioski obrońców Beaty Morawiec, "zmierzające do zapewnienia jawności postępowania".
Obrońca sędzi, adwokat Radosław Baszuk, komentował wówczas: "To nie sędzia Morawiec ma się czego wstydzić. (...) To nie ona żąda tajności postępowania. (...) Mamy do czynienia z postępowaniem o charakterze inkwizycyjnym. To nie ma nic wspólnego z rzetelnym procesem".
Wniosek obrony o wyłączenie sędziego Tomczyńskiego rozpatrywał inny z sędziów Izby Dyscyplinarnej, sędzia Adam Roch - i częściowo wniosek oddalił. Z kolei w części dot. zarzutu braku niezawisłości wniosek został przekazany do rozpatrzenia Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN.
Teraz rzecznik prasowy SN Aleksander Stępkowski, wyjaśniając pozostawienie wniosku obrony bez rozpoznania, przekazał: "Wniosek pełnomocnika sędzi Morawiec został sformułowany na kanwie zarzutów, które już wcześniej były rozpatrywane w Izbie Dyscyplinarnej, ponieważ pełnomocnik stwierdził, że te podniesione zarzuty oznaczają także kwestionowanie przez niego niezawisłości sędziego".
"Innymi słowy, te zarzuty zostały już rozpatrzone w Izbie Dyscyplinarnej jako zarzuty poddające w wątpliwość bezstronność sędziego. Nie zostały wskazane żadne okoliczności, które pozwoliłyby merytorycznie rozpatrywać kwestię braku niezawisłości. Wniosek nie podnosił żadnych nowych okoliczności poza tymi, które były już rozpatrywane" - zaznaczył Stępkowski.
12 października Izba Dyscyplinarna - poza nieprawomocnym uchyleniem sędzi Morawiec immunitetu - postanowiła również o zawieszeniu jej w czynnościach służbowych i obniżeniu jej wynagrodzenia o 50 procent.
"Ja i moi obrońcy złożyliśmy już zażalenie na decyzję Izby Dyscyplinarnej. W tej sprawie prowadzone jest zatem postępowanie międzyinstancyjne" - poinformowała natomiast Beata Morawiec w ubiegłym tygodniu.