Począwszy od przyszłego roku eurodeputowani będą mogli przemawiać w parlamencie po irlandzku, korzystając z pomocy tłumacza, mimo że tylko pięciu posłów biegle włada tym językiem, a wszyscy Irlandczycy mówią po angielsku. Kosztować to będzie 677 tys. rocznie.
Kwota zawrotna, nic więc dziwnego, że w Brukseli rozgorzała debata, czy przypadkiem Unia Europejska nie staje się "nadmiernie kosztowną wieżą Babel". W Unii obecnie aż 20 języków ma status oficjalny, co przy 25 państwach członkowskich daje aż 380 możliwych kombinacji tłumaczeniowych.