Święto zwycięstwa nad faszyzmem będzie zarazem hucznym debiutem nowego prezydenta. Poza czołgami, jak za Breżniewa, przez Plac Czerwony przetoczą się wozy bojowe, samobieżne wyrzutnie pocisków balistycznych, a nad miastem przeleci kilkadziesiąt typów samolotów. Słowem – pokaz siły, który ma utwierdzić Rosjan, że słusznie wybrali stawiając na kurs Putina i jego następcy.
Nie ma żadnego znaczenia, że w związku z paradą konieczny będzie demontaż aż kilkunastu kilometrów linii energetycznych i trolejbusowych. Ma być jak za czasów Związku Radzieckiego, albo jeszcze lepiej. A Putin i Miedwiediew będą pozdrawiać żołnierzy dokładnie z tej samej trybuny, z jakiej czynili to Stalin i jego następcy aż do 90. roku.