System działał tak, że, gdy obdarowani dostawali przypływ gotówki, wtedy odpowiednie przelewy zwracały bogatszym klientom pożyczki, których ci nie byli świadomi. I pewnie wszystko płynęłoby dalej, gdyby nie fakt, że biedniejszym czasem kończą się pieniądze. 1,1 miliona euro nie było z czego oddać i wtedy pani dyrektor wpadła.
Skazana żyje teraz z tysiąca euro emerytury - resztę zabiera bank, podobnie jak zabrał pieniądze ze sprzedaży jej majątku. W sądzie kobieta powiedziała "Nie wiem co się ze mną stało. To był pewnie syndrom pomocy - chciałam pomóc klientom, nawet wbrew rozsądkowi".