Szef ZNP zaznacza, że nauczyciele chcą, żeby dzieci uczyły się stacjonarnie. Pytanie tylko, czy sytuacja z epidemią koronawirusa na to pozwoli - dodaje.
Dopytywany, jak wygląda komunikacja Ministerstwa Edukacji Narodowej z ZNP, odpowiada, że "nie było jej i nie ma". Minister edukacji zasłaniał się specustawą, która daje mu możliwość wydawania rozporządzeń bez konsultowania tego ze związkami zawodowymi - mówi Sławomir Broniarz.
Nie wiemy, jakie są postępy prac nad e-podręcznikiem. Apelowaliśmy też do resortu, aby odchudzić podstawę programową, pamiętając, że nie udało się jej zrealizować w zakończonym właśnie roku szkolnym - mówi prezes ZNP.
Sławomir Broniarz był też pytany, czy zdalne nauczanie to więcej pracy dla nauczycieli. Zdecydowanie. Nauczyciele nie mieli pewności, że uczniowie mają sprzęt. Nauczyciele mówili, że wstają o godzinie 5.30, bo wtedy sieć w ich bloku jest na takim poziomie, że mogą się komunikować - podkreślił.
Zrobiliśmy ankietę na 5700 osób i wynikało z niej, że 64 proc. respondentów sygnalizowało spadek wynagrodzenia - podkreślił. Zaznaczy przy tym, że część samorządów nie brała pod uwagę godzin ponadwymiarowych. Większość nauczycieli poniosła straty - dodał.
Pytany, czy szkoły będą zamykane, jeśli dojdzie do wykrycia zakażeń, prezes ZNP stwierdził, że to dyrektor szkoły ma podejmować decyzje ws. wyłączenia placówki z procesu edukacyjnego w przypadku pojawienia się koronawirusa. Jak człowiek, który nie ma kompetencji merytorycznych do tego, żeby ocenić stan zdrowia, może podejmować tak dramatyczne decyzje? - pyta prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Ministerstwo powinno przygotować twarde zalecenia, które nie będą dawały szansy na relatywizowanie. Jeden przypadek Covid-19 powinien skutkować zamknięciem szkoły - mówi Sławomir Broniarz.