Po śniadaniu amerykański prezydent pojawił się na wykładzie w Rosyjskiej Szkole Ekonomii. Przemawiając ani jednym słowem nie skrytykował Rosji. Mówił o wolnym wyborze Ukrainy i Gruzji, także gdy zechcą przystąpić do NATO. Mówił o prawach człowieka, nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i wolnych mediach.
Brawa przed wystąpieniem były zdecydowanie głośniejsze niż po. Obama nie pozwolił sobie na żadne uwagi wobec stosunków panujących w Rosji. Tłumaczył raczej, dlaczego USA popierają i będą popierać demokrację na świecie. Chcę wam to powiedzieć jako obywatel, a nie jako prezydent. Kiedy powstawał mój kraj, ludzie tacy jak ja nie mieli żadnych praw. A teraz stoi przed wami prezydent Stanów Zjednoczonych. Ameryka na całym świecie popiera te wartości z powodów moralnych i dlatego, że to działa. Jednocześnie w ciągu swojego wystąpienia wiele razy mówił o szacunku dla Rosji i jej kultury.
W poniedziałek, kiedy amerykański prezydent lądował w Moskwie, Putin był w Rostowie, gdzie odwiedzał fabrykę kombajnów. Co więcej Obamę zapytano o to, kto jest w tandemie ważniejszy i co myśli o Putinie: Nie spotkałem go nigdy wcześniej, ale rozumiem, że prezydent Miedwiediew to prezydent, a Putin to premier i w Rosji władza zmienia się podobnie jak u nas w Stanach Zjednoczonych - mówił Obama.
Obama deklarował też, że ufa Miedwiediewowi, z Putinem chce rozmawiać, ale najważniejsze problemy pomiędzy krajami ma rozwiązywać nowa powołana przez obu prezydentów komisja.
Przez ostatnie kilkanaście lat dialog znajdował się w rękach amerykańskiego wiceprezydenta i rosyjskiego premiera, tak więc Putin nie będzie brał udziału w dialogu z Ameryką.