Ich sukces - poza tym, że są kobietami - oparty jest na tym, że pierwsza to po prostu przyjaciółka pani premier, a druga... pochodzi z Radomia.
Maria Wasiak niebawem jako szef resortu infrastruktury i rozwoju zaakceptuje swoje własne działania w zarządzie PKP. Samo to będzie wystarczająco zabawne, żeby nie przypominać, że to ona właśnie zajmowała się przez lata rozkładami jazdy, przewozami pasażerskimi i Pendolino. To chyba komentarza nie wymaga - podobnie jak jej tzw. podpięcie pod Cezarego Grabarczyka, który też trafił do rządu. Niespecjalnie się sprawdził w infrastrukturze - próbuje w sprawiedliwości.
Wpływy dwójki "spółdzielców" pani premier równoważy wpływami dwójki "schetynowców" - znanego z niezależności, opartej na posiadaniu sporej liczby mieszkań, Andrzeja Halickiego i samego Grzegorza Schetyny, co jest krokiem śmiałym, zważywszy na to, jak przyszły szef MSZ mówi nie tylko - jeśli w ogóle - po angielsku, ale i po polsku.
Generalnie pani premier użyła kryteriów towarzysko-politycznych, co może służyć jej i Platformie.
Jak posłuży krajowi - to na razie zagadka.