Jak czytam w internetowej encyklopedii, święto to zostało ustanowione w latach 80. XX wieku i pierwszy raz obchodzono je we Francji. "Początkowo święto miało charakter medialny, ale obecnie coraz częściej jest traktowane w Europie jako ważne święto rodzinne". Bardzo mnie cieszy ten fakt, że coraz bardziej laicyzująca się i zlewaczała Europa przynajmniej tak dba o wartości rodzinne. Ja polecam książkę czworga autorów dalekich od kultu świeckości i ideologii genderyzmu: ojca dr Ksawerego Knotza - kapłana z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, duszpasterza małżeństw i rodzin, Anny Zajic- pedagoga, żony i teściowej, matki trojga dzieci, oraz małżeństwa Małgorzaty i Jana Wilków, twórców programu weekendowych katechez dla narzeczonych, rodziców piątki dzieci. Niektórzy mogą mnie oskarżyć o prawicowe odchylenie, ale ja od razu - jeszcze przed lekturą - miałem zaufanie do tej całej grupy.
Praca "Teściowie i młodzi" ma podtytuł "Jak to ma działać?". Brzmi to bardzo technicznie, jak instrukcja obsługi samochodu, ale przekonałem się, że to tylko mała prowokacja. Książka daleka jest od lansowania gotowych recept, niezawodnych sposobów, nie znajdziecie tam żadnych gotowych kluczy do udanych relacji synowych z teściowymi czy teściów z zięciami etc. To chwilami bardzo dowcipny i nienachalny poradnik, bazujący na realnych przykładach prosto życia, bez sztucznego filozofowania, pozbawiony też nieznośnej maniery psychologizowania tak charakterystycznej dla wielu podobnych książek. Ta - zaręczam - nie odstrasza, a wciąga i inspiruje.
Przyznam, że czytałem ją w tramwaju i często łapałem się na reakcji nieco żenującej w miejscu publicznym, że śmieję się sam do siebie. Właściwie nie wiem dlaczego, bo opisane sytuacje wcale nie są aż takie zabawne:
"Mama Krystiana powiedziała któregoś dnia: Synu, nie podoba mi się, że twoja Jola krzyczy na ciebie, nie szanuje cię i jest wobec ciebie szorstka. Powinniście się kochać. Ona powinna mówić do ciebie łagodnie. Młody małżonek pomyślał: 'Żona mnie nie szanuje, rodzice to widzą.' Próbował nawet bronic żony, ale słowa mamy i tak gdzieś w nim zapadły, ponieważ usłyszał je od ważnej dla siebie osoby. Kiedy przyszedł do domu, z początku nic nie powiedział, ale ciągle nosił to w sobie. Po jakimś czasie poważnie pokłócił się z żoną".
"Z kogo ty się śmiejesz? Z siebie samego się śmiejesz". Strawestowałem w myślach słynną kwestię z "Rewizora" Mikołaja Gogola. Nie będę się jednak bardziej tu odkrywał. Lepiej będzie, jak odkryję inne walory książki. Jest w niej wiele interesujących uwag. Wiecie, co jest wtrącaniem się, a co nim nie jest?
WTRĄCANIE SIĘ TEŚCIÓW DO MAŁŻONKÓW TO:
* narzucanie swojego zdania
* wymuszanie czegoś
* delikatny bądź arogancki nacisk
* wścibskie dopytywanie się, o czym rozmawiają, dlaczego się kłócą
* rady, o które nikt nie prosił (na przykład kolor zasłon w sypialni!)
* wszystkie te zachowania, które wywołują przynajmniej u jednej osoby reakcję: 'Wtrącasz się, a ja nie chcę o tym z tobą rozmawiać, bo to są nasze sprawy!"
WTRĄCANIEM SIĘ TEŚCIÓW DO MAŁŻONKÓW NIE JEST:
* stanowcza reakcja na przemoc
* wypowiedzenie swojej opinii ('w mojej opinii ... moim zdaniem ...')
* polecenie czegoś wartościowego
* podzielenie się tym, co się u mnie sprawdziło
Drodzy małżonkowie i szlachetni teściowie! Polecam Wam tę - moim zdaniem- wartościową pracę, którą sprawdziłem na sobie i swoich relacjach rodzinnych. Przeczytajcie ją, jeśli chcecie, nie narzucam Wam swojego zdania. "Teściowie i młodzi. Jak ma to działać?" Na przykład tak jak na załączonym do książki obrazku:)