Wśród komentarzy w Rosji dominuje pogląd, że ułaskawiony Chodorkowski jest po prostu mniej groźny, pozbawiono go lauru bohatera stawiającego opór autorytarnym rządom Putina. Jeżeli wyszedłby z łagru w sierpniu, po zakończeniu odbywania kary, wychodziłby jako niezłomny bohater. Teraz, po ułaskawieniu, mnożą się spekulacje, dotyczące warunków na jakie zgodził się Chodorkowski. Ostrożność i brak ostrych ocen jakie zaprezentował były oligarcha podczas konferencji w Berlinie tym bardziej te spekulacje podgrzewają.
W dzienniku "Wiedomosti" politolog Michaił Winogradow sugeruje, że na decyzję Putina mogła wpłynąć sytuacja na Ukrainie. To, co się tam dzieje, dowodzi, że polityk w więzieniu może być znacznie groźniejszym przeciwnikiem niż polityk na wolności - twierdzi Winogradow. W tejże gazecie działacz opozycji Leonid Gozman konstatuje: Chodorkowski, gdyby odsiedział wyrok zostałby bohaterem, dlatego Putin zdecydował, by go uwolnić.
Nie należy zapominać, że hakiem przeciwko Chodorkowskiemu jest nie tylko tzw. trzecia sprawa Jukosu. To, że takie śledztwo jest prowadzone przed ułaskawieniem, potwierdziła prokuratura. Jest jeszcze hak "finansowy". Cały czas czeka na rozpatrzenie sprawa, w której Chodorkowski jest oskarżony o przywłaszczenie ponad 17 miliardów rubli. W przypadku wyroku skazującego byłby zobowiązany oddać tę sumę, czyli bagatela prawie 2 miliardy złotych. To dlatego tak stonowany i ostrożny jest były więzień nr 1.
Niedawno w Kijowie słyszałem od wielu wpływowych polityków, że tak naprawdę opozycja nie chce wypuszczenia Julii Tymoszenko z więzienia, bo wówczas taki Arsenij Jaceniuk, czy Ołeh Tiahnibok, liderzy Majdanu staliby się po prostu niepotrzebni. To samo dzieje się w Rosji. Liderzy opozycji kruchej jak porcelanowa filiżanka, do tego skłóceni jak Aleksiej Nawalny, czy Boris Niemcow odetchnęli z ulga, że Chodorkowski wyjechał za granicę i do tego zadeklarował, że polityka zajmować się nie zamierza.