Czym tłumaczy się płocki zakład energetyczny? Przepisami i procedurami, rzecz jasna, tak bowiem najłatwiej wytłumaczyć biurową bezsilność. Pan Robert ponad rok temu podpisał umowę o przyłącze elektryczne, wpłacił 2500 złotych i… wciąż czeka:
Stefan Kot z płockiego zakładu energetycznego tłumaczy urzędniczą bezczynność tym, że wybudowanie nawet kilkudziesięciu metrów linii wymaga czasem uzyskania zgody w kilkunastu instytucjach:
I dlatego pan Robert, jak co najmniej kilkuset mu podobnych w całym kraju, będzie zdany na prowizorkę. Podłączy swój dom, jakby to wciąż była budowa, i będzie za to płacić co najmniej 50 złotych miesięcznie więcej.