Kibice statystyki na pewno dobrze znają. Tylko raz w historii pokonaliśmy Anglików. W 1973 roku w Chorzowie zwyciężyliśmy 2:0. Poza tym cieszyć nas musiały remisy. Tych było kilka, zawsze w Polsce. Z Wysp wracaliśmy jedynie na tarczy.
Przed środową potyczką w eliminacjach MŚ 2022 można było, patrząc na historię, marzyć skrycie o "remisiku". W końcu na Narodowym udawało się już odebrać Anglikom punkty. W 2012 roku wynik 1:1 po bramkach Rooneya i Glika. Wcześniej 0:0 w 1999 roku, 1:1 w 1993 i 1991, 0:0 w 1989. Trochę więc tych domowych remisów mieliśmy. Oczywiście, patrząc na ostatnie pojedynki Polaków i generalnie na nierówną grę drużyny za kadencji Paulo Sousy, niełatwo było wierzyć w korzystny wynik. Reprezentacja jednak pozytywnie zaskoczyła.
Czy to efekt kibicowskiego wsparcia, większej motywacji na mecz z Anglią czy po prostu dobrego zrozumienia założeń selekcjonera? Najważniejsze, że od początku graliśmy odważnie z dobrym pressingiem, odpowiedzialnie w defensywie i z pomysłem w ofensywie. Do przerwy prezentowaliśmy się na tle wicemistrzów Europy naprawdę świetnie.
W drugiej połowie widać było, że opadliśmy z sił. Anglicy przejęli inicjatywę, a szukający zmian Sousa wprowadził Damiana Szymańskiego w miejsce ukaranego żółtą kartką Grzegorza Krychowiaka, który - co trzeba podkreślić - rozgrywał bardzo dobry mecz. Rozsądny ruch selekcjonera, który zapewne obawiał się, że Krychowiak może zobaczyć drugi żółty kartonik.
A Szymański po golu w doliczonym czasie gry został bohaterem. Świetnie wyskoczył do dośrodkowania Roberta Lewandowskiego. I tak: został bohaterem. Może na kilka minut, a może na dłużej.
Czy Damian Szymański stanie się dla Paulo Sousy tym, kim dla Adama Nawałki był Krzysztof Mączyński? Czy był to "mecz założycielski" kadry Portugalczyka? Dowiemy się w październiku i listopadzie. To wtedy rozegramy jeszcze cztery mecze eliminacyjne.
Pochodzący z Kraśnika Szymański to piłkarz z cienia. W Ekstraklasie od sezonu 2014/15 uzbierał przez blisko 5 lat tylko 84 mecze w barwach GKS-u Bełchatów, Jagiellonii Białystok i Wisły Płock. Strzelił siedem bramek, z czego cztery w barwach "Nafciarzy" w sezonie 2017/18, a więc pod wodzą Jerzego Brzęczka.
I właśnie Brzęczek, gdy został selekcjonerem, zabrał środkowego pomocnika na pierwsze zgrupowanie reprezentacji. Szymański wystąpił nawet w Bolonii w pierwszym meczu kadry Brzęczka. W sumie zaś zagrał tamtej jesieni w czterech meczach kadry. Za każdym razem jednak były to "ogony". Uzbierało się niespełna 100 minut z orzełkiem na piersi.
W 2019 roku Damian Szymański trafił do Achmata Grozny. Przez pół roku grał sporo, ale już w kolejnym sezonie po porażce z Uralem Jekaterynburg trener odsunął go od składu. Od lipca do grudnia 2019, nie licząc dwóch ligowych epizodów, Polak praktycznie nie grał.
2020 rok przywitał zaś już na wypożyczeniu do AEK-u Ateny. Zaczął grać, odżył. Mógł liczyć, że karta się odwróci - ale się nie odwróciła. We wrześniu 2020 doznał kontuzji kostki i przez kilka miesięcy był wyłączony z gry. Wrócił w styczniu tego roku i systematycznie odbudowywał swoją pozycję w drużynie. Strzelił nawet trzy bramki.
Teraz Paulo Sousa nie liczył na jego usługi. Damian Szymański nie znalazł się w gronie powołanych na wrześniowe zgrupowanie. W kadrze pojawiły się jednak problemy. Pozytywny wynik testu na koronawirusa u Mateusza Klicha, kontuzje Piotra Zielińskiego, Kacpra Kozłowskiego i Sebastiana Szymańskiego. Sousa musiał się ratować, a w rolę jednego z ratowników wcielił się właśnie Szymański.
Dostał szansę w meczu z San Marino i spisał się naprawdę przyzwoicie. Zanotował asystę. San Marino to oczywiście nie Anglia, ale w drugiej połowie spotkania na Narodowym selekcjoner sięgnął po gracza AEK-u. Krychowiak z żółtą kartą mógł być tykającą bombą, jak w starciu ze Słowacją na Euro.
Szymański wszedł w trudnym momencie. Anglicy atakowali i po kilku minutach trafił Kane.
Za kadencji Sousy potrafimy jednak gonić rywali, nie rezygnujemy. Tak było w marcu na Węgrzech, tak było na Euro. Nie zawsze udawało się osiągnąć efekt, ale tym razem skończyło się szczęśliwie. Dośrodkowanie Lewandowskiego i gol Szymańskiego - tak oto piłkarz klubu z Aten stał się bohaterem 58 tysięcy fanów zgromadzonych na PGE Narodowym i milionów kibiców oglądających mecz przed telewizorami. A mógł w ogóle nie przyjechać na zgrupowanie...
Futbol pisze niesamowite historie. To jedna z nich. Piłkarz z cienia, który nigdy nie grał w Polsce o największe laury, który nie ma dużego reprezentacyjnego doświadczenia. Teraz został naszym superbohaterem i chyba największym wygranym zgrupowania obok Adama Buksy. Trudno teraz wyobrazić sobie brak powołania dla tego piłkarza na październikowe zgrupowanie. Rywalizacja o miejsce w środku pola powinna być większa, a taki kłopot bogactwa jest Sousie potrzebny.
Być może dla Damiana Szymańskiego to początek nowego rozdziału w kadrze, a być może niczego znaczącego już w niej nie ugra. Cokolwiek się stanie - gol piłkarza AEK-u zostanie z nami na lata.
Oby ten wyrwany Anglikom punkt okazał się ważny w kontekście walki o mundial w Katarze.