Brytyjscy badacze wprowadzili pojęcie tak zwanego "indeksu niedoli literackiej", określającego, jak często w danym utworze słowa określające nastrój trafiają do jednej z sześciu kategorii (złość, obrzydzenie, strach, radość, smutek, zaskoczenie). Miarą tego indeksu była różnica liczby używanych przez autorów negatywnych i pozytywnych słów. Spróbowano powiązać ten indeks z obliczonym najpierw dla Stanów Zjednoczonych, a potem dla USA i Wielkiej Brytanii indeksem niedoli ekonomicznej, liczonym jako suma wskaźników inflacji i bezrobocia.
Analiza około pięciu milionów anglojęzycznych książek pokazała, że "indeks niedoli literackiej" znacząco rośnie dokładnie 10 lat po silnym kryzysie ekonomicznym w Stanach Zjednoczonych. Takie zależności zauważono zarówno po I wojnie światowej, po wielkim kryzysie lat 30, czy po związanym ze wzrostem cen paliw kryzysie lat 70-tych. Gdy w konstrukcji indeksu niedoli ekonomicznej uwzględniono też dane z Wielkiej Brytanii, zależność była jeszcze bardziej wyraźna. Podobną zależność dostrzeżono też po wstępnych badaniach dotyczących literatury niemieckojęzycznej.
Gdy spojrzeliśmy na częstotliwość, z jaką w książkach w języku angielskim pojawiają się słowa kojarzone z uczuciem nieszczęścia, dostrzegliśmy, że dobrze oddaje ona doświadczenia ekonomiczne ich autorów sprzed 10 lat - mówi pierwszy autor pracy, profesor Alex Bentley z University of Bristol. To pokazuje jego zdaniem, że globalna sytuacja gospodarcza jest istotnym elementem uniwersalnych doświadczeń i emocji XX wieku.
Badacze nie wykluczają, że owa dekada jest odbiciem okresu pomiędzy dzieciństwem, kiedy silne emocje i wspomnienia się formują i wiekiem, kiedy młodzi pisarze zaczynają tworzyć. Wspomnienia emocji związanych z niepewnością czasów kryzysu znajdują wtedy swój literacki wyraz. Zdaniem autorów pracy, to pokazuje, że wbrew teorii postmodernistycznej, literatura ma jednak swój konkretny cel i będąc odbiciem kondycji człowieka, dopasowuje się do niej w obliczu zmieniających się warunków ekonomicznych.