Eksperci przestrzegają, że jeśli deficyt opadów przeciągnie się na jesień i zimę, w razie mrozów, polski system energetyczny znalazłby się w znacznie bardziej dramatycznej sytuacji, niż na początku drugiej dekady sierpnia br. Ich zdaniem, taka pogoda mogłaby doprowadzić wręcz do sparaliżowania działania źródeł cieplnych (w Polsce ok. 90 proc. mocy wytwórczych to właśnie takie źródła), gdyby cieki wodne używane do chłodzenia zamarzły do dna.
Jak powiedział prezes PSE z tego wydarzenia (chodzi o ograniczenia w dostawach prądu 10 i 11 sierpnia br. spowodowanych brakiem mocy w polskim systemie) "niewątpliwie trzeba będzie wyciągnąć wnioski, również w dziedzinie hydrologii". Przypomniał, że w dniach 10 i 11 sierpnia w polskim systemie było ponad 1000 MW ubytku.
PSE przygotowuje dla resortu gospodarki szczegółowy raport dotyczący wniosków jakie płyną z ogłoszenia - po niemal trzech dekadach - 20 stopnia zasilania.
Jak powiedział Majchrzak, w czasie sierpniowego kryzysu Polacy zareagowali na apel o oszczędzanie energii i dzięki temu udało się zaoszczędzić "kilkaset dobrych megawatów". Jednak oprócz apeli powinien istnieć system bodźców ekonomicznych, by ludzie korzystali z tańszej energii poza szczytami, czyli w czasie gdy jest ona dobrem "rzadkim". Dlatego uważa on, że należy podnieść cenę energii w strefach szczytowych, ale poza nimi jej cenę obniżyć.