Marine Richard - cierpiąca na tzw. zespół nadwrażliwości elektromagnetycznej - uciekła z Marsylii, gdzie pracowała i wynajmowała mieszkanie, by zaszyć się w lesie w Pirenejach. Kobieta koczuje tam w starym szałasie bez prądu i żadnych wygód. Twierdzi, że wi-fi i inne technologie tego typu powodowały u niej nieznośne migreny, palpitacje, bezsenność, niezdolność do koncentracji i problemy z pamięcią.
Choć lekarze nie stwierdzili zmian chorobowych w organizmie kobiety, to sędziowie przyznali jej dożywotnią rentę inwalidzką w wysokości tysiąca euro miesięcznie. Ma to jej ułatwić życie w leśnym szałasie. Wielu prawników twierdzi, że może to otworzyć drogę do rent inwalidzkich dziesiątkom tysięcy Francuzów, którzy skarżą się na podobne dolegliwości.
(az)