Pielęgniarki chcą wzrostu płac do 6 tysięcy złotych brutto, lepszych warunków pracy oraz zwiększenia zatrudnienia. Jak zaznacza Ewa Rygiel, przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w tym szpitalu, protestują nie tylko dla siebie, ale też dla pacjentów.
Niebawem z placówki na emeryturę może odejść nawet 70 procent pielęgniarek, a chętnych do pracy po prostu nie ma.
Protestujący nie odchodzą od łóżek pacjentów, ale po pracy zostają w szpitalu i śpią na materacach. Dotychczasowe rozmowy z dyrekcją nie odniosły żadnego skutku.
(ag)