Bezpośrednio po buncie Prigożyna Putin wydawał się bezradny i musiał uciec się do pośrednictwa Alaksandra Łukaszenki, żeby zażegnać kryzys. Zdaniem Polko, śmierć Prigożyna świadczy o tym, że rosyjski prezydent odzyskał kontrolę i pokazał, że wystąpienie przeciwko jego władzy nie pozostanie bez kary.
Prigożyn przegrał, poległ wręcz, uwierzył w to, że można będzie dalej normalnie funkcjonować. Ogromną naiwnością było to, że wrócił z powrotem do Rosji, wierząc, że Putin mu wybaczy. Takiego upokorzenia Putin nigdy nie wybaczał. Prigożyn dał się oszukać - mówił.
W kontekście śmierci dowództwa, wątpliwość budzić może przyszłość Grupy Wagnera. Ekspert przewiduje, że o ile sama organizacja może zniknąć, tak Putin nie zrezygnuje z metod, które wypracowała. Widać wyraźnie, że z prywatnych armii do brudnych wojen z pewnością Putin nie zrezygnuje. Natomiast będzie to już pod dużo większą kontrolą niż do tej pory - powiedział.
Jest to szczególnie istotne z perspektywy naszego kraju i działań, które wagnerowcy prowadzili na terytorium Białorusi. Wojskowy podkreśla, że Krym nie zrezygnował z destabilizowania sytuacji na naszej wschodniej granicy, a zagrożenie dla Polski nie maleje. Grupa Wagnera była zasłoną dymną do profesjonalnych działań, które z pewnością w Europie Zachodniej są prowadzone. Trudno też, żeby Rosja odpuściła taki kraj jak Polska, który jest centralnym hubem logistycznym i głównym kierunkiem zaopatrywania Ukrainy w uzbrojenie - wyjaśniał.
Od wielu miesięcy słyszymy już o ukraińskiej kontrofensywie, która jednak nie przyniosła do tej pory wymiernych efektów. Gość Radia RMF24 tak opisuje tę sytuację: Tak naprawdę nie ma żadnej ofensywy. Są działania taktyczne, czasem zaczepne, ale nie jest to poziom ani skala, która mogłaby mówić, że Ukraina przejęła inicjatywę i będzie wypierać Rosjan z własnego terytorium. Rosja z drugiej strony nie atakuje, tylko chce destabilizować Ukrainę, utrzymać to, co w tej chwili posiada.
Pierwsza ukraińska kontrofensywa przyniosła dużo większe efekty. Zdaniem wojskowego tamto powodzenie Ukraińcy zawdzięczają przede wszystkim elementowi zaskoczenia, którego zabrakło w przypadku trwających działań. O nich mówiło się na długo przed ich rozpoczęciem.
Zginęło już mnóstwo ukraińskich żołnierzy profesjonalnych, trzeba wyszkolić rezerwistów. A to nie jest taka prosta sprawa, jak byśmy chcieli. Tym bardziej, że sprzęt na Ukrainę dociera z opóźnieniem. Czołgi, które dotrą na Ukrainę dzisiaj, mogą być wykorzystane za kilka tygodni, miesięcy, a samoloty za nawet kilkanaście miesięcy - tłumaczył były dowódca GROM.
Wczoraj pojawiły się także informacje o udanym desancie przeprowadzonym przez ukraińskie służby na Krymie. Zapytany o to generał Polko odpowiada: Ukraina złapała przyczółek na zachodzie Krymu. Miejmy nadzieję, że będzie dysponowała środkami bojowymi, aby tę taktyczną inicjatywę podtrzymać i rozwinąć działania w tamtym kierunku.
Opracowanie: Dorota Hilger