Do tego zdarzenia doszło 6 marca. Policja w Lubartowie została postawiona na nogi, by szukać 4-letniego chłopca, który wyszedł z przedszkola ze starszym mężczyzną.
Policję zawiadomił inny mężczyzna, który przyszedł do placówki po wnuka, a tam usłyszał, że czterolatka odebrał już... dziadek.
Od razu zaczęto przeglądać nagranie z monitoringu i w ten sposób zarówno policja, jak i opiekunowie "zaginionego" 4-latka zorientowali się, że zaszła pomyłka.
Po godzinie chłopiec został odnaleziony w mieszkaniu mężczyzny, w towarzystwie którego opuścił przedszkole. Malec zjadł już zupę, dostał na deser cukierka i oglądał bajkę w telewizji.
"Muszę chyba zacząć lepiej gotować. Syn powiedział mi później, że zjadł dwie miski zupy ogórkowej i smakowała mu ona nawet lepiej niż w domu - mówiła później TVN24 mama malucha.
Jak się okazuje, chłopcy są do siebie łudząco podobni, mają podobne imiona, a feralnego dnia byli również podobnie ubrani. Poza tym, przyjaźnią się i znają członków swoich rodzin. To sprawiło, że przedszkolak bez oporów wyszedł z dziadkiem kolegi.
Mama 4-latka nie ma do nikogo żalu. Sama mówi, że "zwyczajnie doszło do pomyłki". Mimo to policja prowadzi postępowanie w sprawie tego, czy mogło dojść do narażenie życia lub zdrowia chłopca.