Gospodarze przystąpili do sobotniego spotkania wzmocnieni powrotem kilku do niedawna kontuzjowanych piłkarzy, m.in. Kolumbijczyka Jamesa Rodrigueza, Walijczyka Garetha Bale'a czy Francuza Karima Benzemy. Nie zabrakło też Portugalczyka Cristiano Ronaldo.
Z kolei goście rozpoczęli bez Argentyńczyka Lionela Messiego, który nie powrócił jeszcze do pełni sił po odniesionej we wrześniu kontuzji kolana. Gwiazdor "Blaugrany" zasiadł na ławce rezerwowych i zabrakło go w wyjściowym składzie na Gran Derbi po raz pierwszy od ośmiu lat - od 2007 roku grał od pierwszej minuty w każdym z 27 kolejnych starć z odwiecznym rywalem.
Nie zawiódł jednak niezwykle skuteczny w minionych tygodniach duet Neymar i Luis Suarez. Brazylijczyk i Urugwajczyk zdobyli 20 z ostatnich 21 ligowych goli swojego zespołu, wliczając sobotnie trafienia w El Clasico.
W 11. minucie Suarez wykorzystał sprytne podanie Sergi Roberto i pokonał kostarykańskiego bramkarza Keylora Navasa z linii pola karnego. Z kolei Neymar wpisał się na listę strzelców w 39. minucie po podaniu Andresa Iniesty. Gospodarze reklamowali w tej sytuacji pozycję spaloną Brazylijczyka, ale sędziowie uznali bramkę.
W pierwszej połowie Barcelona miała wyraźną przewagę. Oddała dziewięć strzałów, w tym cztery celne, a Real na bramkę rywali uderzył tylko raz. Goście byli przy piłce przez prawie 63 procent czasu gry. Stracili jednak w 27. minucie z powodu kontuzji Argentyńczyka Javiera Mascherano.
Nie byłoby przesadą powiedzieć, że to najłatwiejszy mecz Barcelony w tym sezonie. BATE Borysów postawiło jej większy opór - skomentował w przerwie relacjonujący to spotkanie dla BBC reporter Andy West.
Po zmianie stron gospodarze nie byli w stanie odwrócić losów rywalizacji. W 53. minucie Neymar asystował przy trzecim golu, którego strzelił Iniesta, rewanżując się reprezentantowi Hiszpanii za decydujące podanie w pierwszej połowie. Serwis statystyczny Opta poinformował, że Iniesta zaliczył dopiero pierwszą bramkę i pierwszą asystę w 32. występie w El Clasico.
Mimo wysokiego prowadzenia, trener Luis Enrique zdecydował się wprowadzić na boisko Messiego, który w 57. minucie zmienił Chorwata Ivana Rakitica. W 74. Suarez ustalił wynik na 4:0 po składnej akcji gości, którzy wymienili kilka podań z pierwszej piłki.
To najwyższe zwycięstwo Barcelony od sezonu 2010/11, kiedy wygrała przed własną publicznością 5:0. Z kolei dwa lata wcześniej rozgromiła "Królewskich" na wyjeździe 6:2, co było jej najpokaźniejszą wygraną na boisku Realu. W sobotę znów pokonała ich czterema bramkami.
Okolice stadionu patrolowało blisko 3000 funkcjonariuszy ochrony i policji, w akcję zaangażowano też helikoptery. Wzmożone środki bezpieczeństwa to efekt zamachów terrorystycznych w Paryżu, które pozbawiły życia 130 osób.
Drugi w tabeli La Liga Real ma 24 punkty i traci już sześć do Katalończyków. Spadnie na trzecią pozycję, jeśli w niedzielę jego lokalny rywal Atletico (23) wygra na wyjeździe z Betisem Sewilla.
Był to 171. ligowy mecz "Królewskich" z Barceloną. Katalończycy odnieśli 68. zwycięstwo, Real wciąż ma o trzy więcej. Wliczając wszystkie rozgrywki, w 231 starciach madrytczycy byli górą 92 razy, a "Blaugrana" wygrała o jedno spotkanie mniej.
We wcześniejszym sobotnim meczu Sevilla przegrała w San Sebastian z Realem Sociedad 0:2. Grzegorz Krychowiak rozegrał cały mecz w ekipie gości, która ma 15 punktów i zajmuje 10. miejsce w tabeli ekstraklasy.
(j.)