Polak momentami prezentował naprawdę wysoką formę. Niestety - efektowne skróty, waleczność i świetne serwisy przeplatały się z prostymi błędami. Jerzy Janowicz ostatecznie popełnił ich 38 (9 przy serwisie). Szkoda, bo początek meczu nie zwiastował szybkiego, trzysetowego starcia.
Pierwsza partia to bardzo wyrównana walka, zawodnicy pewnie wygrywali swoje serwisy aż do momentu gdy ulubieniec gospodarzy prowadził 5:4. Wtedy Janowicz rozproszony przez kwestionowanie decyzji sędziego przegrał gema i całego seta. Drugi set rozpoczęł się od przełamania serwisu Tsongi - Janowicz szybko wyszedł na prowadzenie 2:0, ale później do głosu doszedł Francuz, który odrobił straty i w końcówce znów był górą ponownie wygrywając 6:4.
Polak próbował jeszcze odwrócić losy tego spotkania, ale w trzecim secie jego największym dokonaniem było przełamanie Tsongi w pierwszym gemie. Później było tylko gorzej. Francuz dwukrotnie wygrał przy podaniu Janowicza i ostatecznie łodzianin pożegnał się z paryskim turniejem.
Przed meczem Francuz przyznał, że Polak jest trudnym rywalem i nigdy nie wiadomo, czego się po nim spodziewać. Jest dość nieprzewidywalny. Wyróżnia się wzrostem, mocno uderza piłkę. Trzeba więc znaleźć sposób, by zneutralizować jego atuty, co nie zawsze jest takie proste - powiedział Francuz. Janowicz, awansując w środę do trzeciej rundy French Open, powtórzył swój najlepszy wynik w tej imprezie.
Zawsze jest okazja na dobry rezultat, niezależnie od innych rozstrzygnięć. Trzeba jednak grać dobrze, na równym poziomie, wtedy jest szansa na sukces. U mnie tego zabrakło - podsumowała Radwańska.
(ug)