Według doniesień wysłanników RMF w południowym Iraku trawa szabrowanie państwowego mienia na masową skalę. Na drogach widać całe rodziny, które na rowerach i różnego rodzaju wózkach rabują, co się da.
Z opuszczonych budynków administracji państwowej, gdzie wysłannicy RMF zatrzymali się na noc, wyniesiono dosłownie wszystko. Nie tylko krzesła, biurka, łóżka, ale nawet prysznice, drzwi, zbiorniki na wodę pitną i rury. Dziennikarze widzieli też, jak dzieci wywoziły z silosów zboże, ładując worki na drezynę.
Jak na razie państwowego mienia nikt nie pilnuje. Policji nie ma, a wojska koalicji mają swoje sprawy. Amerykanie i Brytyjczycy nie chronią publicznej własności, a my nie mamy żadnej możliwości, żeby to robić - powiedział w porcie Um Qasyr jeden ze spotkanych na ulicy Irakijczyków.
Ludzie boją się wziąć sprawy w swoje własne ręce po pierwsze dlatego, że do tej pory robiła to za nich partia Saddama Husajna, a po drugie dlatego, że wciąż jeszcze istnieje możliwość powrotu funkcjonariuszy dyktatora.
Tak stało się w 1991 roku po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej. Wtedy powstanie zamieszkujących południe Iraku szyitów, zostało krwawo zdławione przez Husajna.
FOTO: Archiwum RMF
23:40