RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

szkoda

Publikacja: Piątek, 12 października (13:15) Aktualizacja: Wtorek, 1 lipca (07:00)

Szkoda. Tak po prostu i po ludzku szkoda. Trzymałam kciuki za Nobla dla Ireny Sendlerowej, nagroda dla Gore'a rozczarowała mnie. Nie chcę umiejszać niczyich zasług, ale to kolejny Nobel nie dla człowieka a dla instytucji. OK, były wiceprezydent walczy o sprawę bardzo ważną i niesłusznie ignorowaną, ale w tej walce dysponuje potężnymi narzędziami, polityczną wiedzą, pieniędzmi, wsparciem bardzo wpływowych środowisk showbiznesu zainteresowanych problemami klimatycznymi. Czy coś przy okazji ryzykuje, czy ma coś do stracenia? Raczej nie.

Irena Sendler mieszka w tej chwili w warszawskim Domu Opieki. Nie czuje się bohaterką, nie chce zaszczytów. Gdy dowiedziała się o tym, że jej kandydatura została zgłoszona do nagrody Nobla, powiedziała tylko: "Po Jedwabnem potrzebny jest bohater, pamiętajcie, nic bym sama nie zrobiła". To fakt, sama nic by nie zrobiła, ale potrafiła zorganizować całą siatke pomocy, namówić do współpracy ludzi, którzy codziennie ryzykowali własnym życiem. To ona idąc któregoś dnia przy murze getta i obserwując dzieci, które rano żebrały o kromkę chleba, a wieczorem leżały na ulicy martwe powiedziała: dość. Wtedy, gdy za rzucenie Żydom kromki chleba groziła kara śmierci, Ona i jej "siatka" wyprowadziła z getta 2500

dzieciaków. Najczęściej wywożono je karetką, w workach, w koszach na śmieci, uśpione środkami nasennymi. Inne drogi prowadziły przez piwnice sądów warszawskich albo zajezdnię tramwajową, w której niamal codziennie zaprzyjaźniony i wtajemniczony motorniczy pod siedzeniem w pojeździe znajdował karton z uśpionym dzieckiem, które przewoził do "lepszego świata", na drugą, aryjską stronę muru. Pewnego dnia po Sendlerową przyszło gestapo, zabrali ją na Pawiak, bili (choć Ona sama nigdy nie chciała opowiadać o tamtych wydarzeniach), żądali adresów, nazwisk uratowanych dzieci. Nie dostali. Ona dostała wyrok śmierci, miała zostać rozstrzelana. Żołnierz, który miał wykonać wyrok w pewnym momencie po polsku krzyknął: "uciekaj". (Żegota zapłaciła wysoko postawionym oficerom gestapo ogromną łapówkę. Nikt nigdy nie poznał jej wysokości.) Irena Sendler wmieszała się w tłum, nie

przestraszyła się, pod zmienionym nazwiskiem nadal pomagała.

Jej nazwiska próżno szukać w polskich podręcznikach historii. Tak jakoś smutno.

Dalsza część artykułu pod materiałem video: