Oczywiście!
To przede wszystkim rozmowy; nieoficjalne i utrzymywane w tajemnicy nagabywania przynajmniej kilku polityków PiS o przystąpienie do Platformy.
Opisany przez Migalskiego kryzys przywództwa partii wywołuje niezadowolenie części posłów, zwłaszcza tych, których Jarosław Kaczyński odsunął od realnych wpływów. Kluzik-Rostkowska, Poncyljusz czy Ołdakowski wciąż zachowują lojalność wobec prezesa, jednak o czym zdarza im się rozmawiać z politykami Platformy łatwo zgadnąć. I kto wie, czy za kilka tygodni o ich odejściu z PiS nie dowiemy się już oficjalnie.
W Platformie zaś zmiany, jeśli nastąpią – to znacznie później. Partia Palikota nie ma być przecież konkurencją dla PO, ale jej uzupełnieniem, potrzebnym dopiero przed wyborami za rok.
Można sobie więc wyobrazić, że nadal prawicowa Platforma pozyska część posłów PiS. A tych, którym to przeszkadza – wyprowadzi na zewnątrz, do sojuszniczego ugrupowania Palikota, którego ambicją będzie też odebranie części poparcia podupadającej lewicy.
Jeśli taka roszada się powiedzie - PO i jej delegatury będą miały szanse rządzić kolejnych kilka lat...