Najważniejszą zmianą w Syrii w ostatnich tygodniach było powołanie nowego ugrupowania pod nazwą Armia Islamu. W jego skład weszło około pięćdziesięciu działających do tej pory samodzielnie islamistycznych milicji zbrojnych. Milicje te, operujące przeważnie w północnej Syrii, złożyły przysięgę wierności nowemu dowódcy, którym został związany z Arabią Saudyjską Zahran Alusz. Nowa inicjatywa zebrania pod jednym sztandarem niezależnych oddziałów islamistycznych jest organizowana i finansowana właśnie przez Arabię Saudyjską. Rząd w Rijadzie, zawiedziony brakiem zbrojnej interwencji USA i rozczarowany słabością militarną Wolnej Armii Syryjskiej postanowił rzucić na szalę duże środki w celu zbudowania jednolitej, islamistycznej siły zbrojnej, zdolnej prowadzić skuteczne operacje przeciwko wojskom reżimu.
Oznacza to duże zmiany dla poszczególnych bojówek islamistów, takich, jak ta, która porwała Polaka. Nie muszą one już zabiegać o środki od bogatych sponsorów w krajach Zatoki, prześcigając się w aktach pobożności i bezwzględności wobec przeciwników, nagrywanych i zamieszczanych na portalach społecznościowych. Zamiast tego zyskały one perspektywę wejścia do większej struktury - organizacji ze stałym źródłem finansowania i koordynacją działań bojowych, dającej nadzieję na odniesienie zwycięstwa. To sprawia, że pieniądze przestają być palącym problemem poszczególnych "warlordów". Staje się nim natomiast kwestia uznania międzynarodowego i pozyskania nowoczesnego uzbrojenia. Jeżeli więc doszło do jakichkolwiek negocjacji z władzami polskimi w sprawie uwolnienia Marcina Sudera, to właśnie te kwestie, a nie okup, prawdopodobnie stanowiły ich przedmiot.