Bardzo źle to brzmi w kontekście ostatniego szczytu Sojuszu w Lizbonie. Tam mówiło się o nowym otwarciu w stosunkach NATO-Rosja. Czyżby tak szybko Moskwa zmieniała zdanie? Trudno uwierzyć, że aż takie wrażenie zrobiły na niej deklaracje Waszyngtonu, iż w 2013 roku zamierza rozlokować w Polsce OKRESOWE lotnicze bazy wojskowe (toż to prawie jak rotacyjno-objazdowa bateria rakiet Patriot, częściej nieuzbrojona niż uzbrojona) . Trudno też przyjąć, że Rosjanie mogli zaostrzyć kurs wobec Europy, po wycieku w WikiLeaks dokumentów świadczących o tym, że Warszawa w Rosji upatruje największego zagrożenia i chce mieć Amerykanów na swoim terytorium.
Grożenie dziś Iskanderami - realnie, czy używając ich jako straszaka, wszystko jedno - może świadczyć na przykład, że są w Rosji grupy, którym nie podobają się próby zbliżenia ich kraju z Zachodem. To byłby mniejszy problem. Podobnie jak scenariusz, że to prężenie muskułów jest obliczone na sukces na wewnętrznym rynku. Gorzej, jeśli Rosjanie się ocknęli i stwierdzili, że romans z NATO zbytnio ich osłabia, dlatego należy wrócić do twardego kursu.