To wszystko to oczywisty sarkazm. Nawiązuję tu do wypowiedzi Jerzego Brzęczka (po meczu z Włochami, a przed spotkaniem z Holandią), który stwierdził, że Lewandowski nie wiedział, jak grać, bo nie było go na dwóch pierwszych treningach. Opcje są dwie: albo Brzęczek chciał odgryźć się niesubordynowanemu zawodnikowi, albo zwyczajnie selekcjoner nie wie, co mówi.
Brzęczek próbował ugasić pożar benzyną. Pokazał, że absolutnie nie jest przygotowany do radzenia sobie z kryzysami: ani wizerunkowo, ani merytorycznie.
Można się czepiać, że trener nie jest od wizerunku. Owszem jest! Wystarczy popatrzeć na Jose Mourinho, który doskonale radzi sobie z dziennikarzami i potrafi wybrnąć z większości sytuacji. Dzięki temu drużynie jest łatwiej.
Pytanie zatem: czy Jerzy Brzęczek jest do zmiany? Moim zdaniem - tak, ale pod warunkiem, że mamy gotowego człowieka z wizją, pomysłem i kompetencjami. Faceta, który choć trochę ułoży kadrę na wiosenne mecze eliminacji mistrzostw świata i nie skompromituje się na Euro. Inaczej nie ma sensu.
Pytanie też, czy w PZPN-ie jest wola zmian. Bo przecież w sierpniu są wybory i zawsze będzie można powiedzieć, to co mówi teraz selekcjoner: była młodzież w reprezentacji, był awans na Euro, było utrzymanie w dywizji "A" Ligi Narodów. Zatem zadanie wykonane.