- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Nożownik zaatakował w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju
Do dramatycznych wydarzeń doszło w czwartek około godz. 18.00. Napastnik wszedł do szpitala z nożem i zaatakował najpierw dwie pacjentki, a następnie pielęgniarkę oraz lekarza.
Jak przekazała rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Jastrzębiu-Zdroju asp. szt. Halina Semik, zatrzymany to 19-letni mieszkaniec miasta.
Policjanci zatrzymali agresywnego 19-letniego Jastrzębianina. Mężczyzna nie był wcześniej karany za przestępstwa kryminalne - powiedziała rzeczniczka reporterce RMF FM.
Na pytanie, czy mężczyzna był spokrewniony z kimś przebywającym w szpitalu, rzeczniczka odpowiedziała: Nie posiadamy informacji, aby ktoś w szpitalu przebywał z jego rodziny.
Dodała również: Mężczyzna przebywa obecnie w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych naszej jednostki. Był trzeźwy, ale pod wpływem środków narkotycznych.
Zabezpieczono nóż kuchenny
Agnieszka Bukowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, przekazała z kolei, że Prokuratura Rejonowa w Jastrzębiu-Zdroju prowadzi śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa więcej niż jednej osoby na terenie szpitala w Jastrzębiu-Zdroju.
„Na miejscu zdarzenia zostały wykonane oględziny pod kierunkiem prokuratora z Prokuratury Rejonowej w Jastrzębiu-Zdroju. Zabezpieczono narzędzie przestępstwa - nóż kuchenny o długości 15 cm. Przesłuchano najistotniejszych świadków zdarzenia oraz zabezpieczono zapisy kamer monitoringu. Przeszukano pobliski teren oraz miejsce zamieszkania Damiana B. W sprawie wykonane zostaną kolejne czynności procesowe, które pozwolą na wyjaśnienie okoliczności zdarzenia” - przekazała.
Atak nożownika w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju
Policja w czwartek po godz. 18.00 otrzymała zgłoszenie dotyczące agresywnego mężczyzny, który w jednej z placówek medycznych na terenie miasta miał zaatakować pacjentów oraz personel ostrym narzędziem. Policjanci zatrzymali sprawcę.
Jak przekazały władze szpitala, napastnika obezwładnił ordynator oddziału, który przytrzymał go do czasu przyjazdu policji. Ordynator oddziału własnym ciałem go obezwładnił i przytrzymał do przyjazdu policji – powiedział dyrektor szpitala.
Ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Artur Ploch podkreślił, że jego kolega zapobiegł jeszcze większej tragedii. Z informacji, które otrzymałem od świadków zdarzenia, na pewno uratował bezpośrednio życie jednemu ze swoich kolegów, doktorowi z anestezji oraz pozostałym pacjentom – powiedział.
W ataku poszkodowane zostały cztery osoby – lekarz, pielęgniarka oraz dwie pacjentki. Ordynator Artur Ploch przekazał szczegóły obrażeń. Najlżej ranna jest pielęgniarka – ma obrażenia kończyny górnej. Trzy inne osoby mają rany kłute klatki piersiowej, jedna osoba ma również rany szyi, jedna osoba była zaopatrywana w warunkach bloku operacyjnego – poinformował.
Podczas wieczornej konferencji prasowej dodał, że troje najciężej rannych – lekarz i dwie pacjentki – znajduje się w stanie poważnym, ale stabilnym. Ewentualne zmiany, co do sposobu leczenia, będą podejmowane po jutrzejszych badaniach diagnostycznych - dodał.
Ordynator przekazał również, że napastnik użył noża. Rodziny poszkodowanych zostały powiadomione - szpital zapewnił im również wsparcie psychologiczne.
Motyw działania 19-latka pozostaje nieznany. Szpital - poza oddziałem gastrologii, na którym doszło do ataku - pracuje normalnie. Personel i pacjenci mogą skorzystać z opieki psychologa.
Ministerstwo Zdrowia: Monitorujemy sytuację
Po ataku oświadczenie wydało Ministerstwo Zdrowia, zapewniając o gotowości do udzielenia wszelkiego niezbędnego wsparcia.
„Ministerstwo Zdrowia i śląski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia pozostaje w stałym kontakcie z urzędem wojewódzkim, dyrekcją szpitala oraz właściwymi służbami. Na bieżąco monitorujemy sytuację i jesteśmy gotowi zapewnić wszelkie niezbędne wsparcie” – przekazał resort.
Ministerstwo poinformowało również, że do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Jastrzębiu-Zdroju udała się dyrektor śląskiego oddziału NFZ Katarzyna Adamek.
Większość szpitali nie dysponuje dziś profesjonalnym systemem ochrony
Były policjant i pełnomocnik ds. bezpieczeństwa UW Mariusz Sokołowski twierdzi, że po czwartkowym ataku nożownika w Jastrzębiu-Zdroju potrzebne jest pilne stworzenie systemowych rozwiązań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa na terenie placówek świadczących usługi zdrowotne.
Problemem są nie tylko procedury, ale przede wszystkim chroniczne niedofinansowanie placówek. Wiele instytucji zakłada, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest niewielkie, dlatego ogranicza środki przeznaczane na bezpieczeństwo – mówi w rozmowie z PAP.
Ocenia, że ochrona funkcjonująca w wielu placówkach medycznych nie jest przygotowana do reagowania na gwałtowne ataki. Jeżeli chcielibyśmy mieć profesjonalną ochronę, dobrze wyposażoną i dobrze wyszkoloną, to kosztuje. A szpitale bardzo często są zadłużone i zwyczajnie nie mają na to pieniędzy – zaznacza.
Według Sokołowskiego w wielu szpitalach pracownicy ochrony pełnią głównie funkcje porządkowe lub informacyjne i nie dysponują uprawnieniami ani wyposażeniem pozwalającym skutecznie reagować w sytuacji zagrożenia. Ochrona ogranicza się zwykle do starszego pana kasującego w budce przy szlabanie pieniądze za parkowanie – zaznacza.
Zabezpieczenia na UW wzorem do naśladowania
Ekspert zwraca uwagę, że impulsem do zmian na Uniwersytecie Warszawskim był majowy atak, w którym student prawa Mieszko R. śmiertelnie zaatakował siekierą pracownicę uczelni, a interweniujący pracownik Straży Uniwersyteckiej został ciężko ranny.
Jak przypomina Sokołowski, po tej tragedii uczelnia rozpoczęła przebudowę systemu bezpieczeństwa. Utworzono Biuro ds. Bezpieczeństwa, zwiększono liczbę kwalifikowanych pracowników Straży Uniwersyteckiej, rozwinięto system szkoleń dla pracowników i studentów oraz wdrożono nowe procedury reagowania na sytuacje kryzysowe.
„Trzeba nauczyć ludzi, jak zachowywać się w takich sytuacjach”
Jak mówi, nie wszystkie rozwiązania można wprost przenieść do szpitali, jednak część z nich mogłaby zostać zaadaptowana. Powinien być ktoś, kto koordynuje sprawy bezpieczeństwa w danej placówce. Dzisiaj odpowiedzialność administracyjna jest rozproszona – ocenia.
W jego opinii ważnym elementem powinny być również regularne szkolenia personelu z zasad postępowania podczas ataku. To jest podstawa – trzeba nauczyć ludzi, jak zachowywać się w takich sytuacjach. Takie szkolenia, powtarzane co pewien czas, mogą zautomatyzować zachowania personelu w sytuacji kryzysu i zminimalizować ryzyko – uważa.
Uniwersytet kładzie ogromny nacisk na szkolenia z procedur takich jak „Uważaj, Uciekaj, Ukryj się, Udaremnij atak” (4U).
Sokołowski wskazuje również na potrzebę rozwoju technicznych systemów bezpieczeństwa. Wśród rozwiązań wymienia dyskretne systemy alarmowe i przyciski napadowe, ale także monitoring wizyjny, kontrolę dostępu do budynków oraz – tam, gdzie jest to uzasadnione – bramki wykrywające niebezpieczne narzędzia przy wejściach do placówek. Zwróca uwagę, że podobne rozwiązania funkcjonują od lat w wielu krajach, które po zamachach terrorystycznych zdecydowały się zaostrzyć procedury bezpieczeństwa w instytucjach publicznych.
Zastrzega jednak, że nawet najlepiej wyposażony obiekt nie będzie bezpieczny bez odpowiednio przygotowanych ludzi.
Sam przycisk bez człowieka, który odbierze zgłoszenie i będzie w stanie natychmiast wysłać pomoc, nie przynosi oczekiwanego rezultatu – podkreśla. Jego zdaniem system alarmowy musi być powiązany z odpowiednio wyszkoloną ochroną lub centrum monitorowania zdolnym do natychmiastowej reakcji jeszcze przed przyjazdem służb. Rolą policji jest interwencja po zgłoszeniu, a nie stała ochrona wszystkich placówek.
Policja ma charakter interwencyjny i dotrze do danego miejsca w określonym czasie. To pracownik ochrony może jako pierwszy zweryfikować zagrożenie i podjąć działania – mówi.
Frustracja społeczna bywa podsycana przez debatę publiczną i polityczną
Zdaniem eksperta konieczne jest opracowanie rozwiązań obejmujących nie tylko szpitale, lecz także inne instytucje publiczne obsługujące obywateli, np. urzędy. Pracownicy tych miejsc coraz częściej mają bowiem kontakt z osobami silnie sfrustrowanymi, a narastające napięcia społeczne mogą zwiększać ryzyko agresji.
Placówki medyczne są szczególnie narażone, ponieważ personel styka się z ludźmi przeżywającymi silne emocje związane z chorobą, oczekiwaniem na pomoc czy decyzjami medycznymi. Frustracja społeczna bywa dodatkowo podsycana przez debatę publiczną i polityczną, co może przekładać się na wzrost agresji - wskazuje. Jak zaznacza, nie można zakładać, że do podobnych zdarzeń będzie dochodzić wyłącznie w szpitalach.
Jak wyjaśnia, taki system powinien opierać się na trzech filarach: edukacji pracowników, zabezpieczeniach technicznych oraz odpowiednio przygotowanej ochronie fizycznej.
Jednocześnie ocenia, że największą przeszkodą pozostaje finansowanie.
Dyrektorzy szpitali często nie wiedzą, czy będą mogli na początku miesiąca wypłacić pensje personelowi. Ostatnią rzeczą, o której myślą, jest zatrudnianie dodatkowych pracowników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo – komentuje.
Zwraca uwagę, że po kolejnych tragicznych wydarzeniach regularnie pojawiają się zapowiedzi zmian, które później nie są realizowane.
Jesteśmy mistrzami deklaracji po takich tragicznych sytuacjach. Mija kilka miesięcy i okazuje się, że niewiele z zapowiadanych rozwiązań udało się wdrożyć – podsumowuje i zauważa, że szumnie zapowiadane wprowadzenie obowiązkowych kamizelek nożo- i szpikulcoodpornych dla wszystkich zespołów ratownictwa medycznego w Polsce zostało przesunięte na 2027 rok.
Deklaracja pojawiła się na początku 2025 roku po ataku z 25 stycznia 2025 roku w Siedlcach, gdzie pijany pacjent śmiertelnie ugodził nożem interweniującego ratownika medycznego.