O tym, że Marek Migalski przestrzega w liście otwartym prezesa PiS przed prowadzeniem partii do kolejnej klęski – wszyscy wiedzą. Wiedzą też, że przypisuje mu odpowiedzialność za znów dołujące notowania. Co uważniejsi odnotowali też wyrazy szacunku Migalskiego do Kaczyńskiego. Wczytajmy się jednak w szczegóły listu do prezesa. Barwność języka to nie jedyne, na co warto zwrócić w nim uwagę. Równie krwisty jest wizerunek opisywanych w nim osób:
Partia nie może przypominać grupy nieodróżnialnych od siebie agentów Smithów z Matrixa, którzy byli multiplikacją jednego człowieka – napisał Migalski, obrazując odsuwanie od wpływów w partii tych, którzy zademonstrowali autonomię opinii. Czy nie za łatwo pozbywamy się cennych osób, nie pozyskując w zamian nowych? Czy nie mogliśmy wybaczyć Marcinkiewiczowi jego infantylności, Sikorskiemu jego pozerstwa, Dornowi jego arogancji, Zalewskiemu jego gaskonady, Jurkowi radykalizmu, a Ujazdowskiemu miłości własnej? – pisze dalej, nie szczędząc, jak widać opisów dość w polityce niecodziennych.
Partia, według Migalskiego Nie może się opierać tylko i wyłącznie na Pana decyzjach i na Pana woli. To demotywuje ludzi naprawdę ambitnych i chcących coś sensownego robić, a promuje polityków potulnych, biernych i mających czas na wysiadywanie przed Pana gabinetem i zawracanie Panu głowy plotkami i donosami na innych – tak otwartego opisu stosunków, panujących w PiS nie doczekaliśmy się nawet ze strony jego byłych koalicjantów – LPR i Samoobrony. A przecież była to współpraca burzliwa i pełna najgorszych w ostatniej fazie emocji.
Prosząc, by nie mieć mu słów krytyki za złe, Migalski tłumaczy Nie najmowałem się do tej pracy jako tępa pałka lub szczekający pies, ale jako samodzielnie myślący człowiek, z podobnymi jak Pan ideałami. Widziałem w swoim życiu profesorów, którzy oddawali swoje niemałe zdolności intelektualne na całkowity użytek politykom i nie mam zamiaru iść ich śladem. Nie potrafię, ale przede wszystkim, nie chcę zrzec się zdolności do myślenia i krytycznej analizy.
Lektura listu otwartego europarlamentarzysty PiS do prezesa PiS traktowana tylko jako fakt – „o, znowu krytykują prezesa” – robi być może wrażenie, jednak nie zaskakuje. Migalski nie jest ani pierwszy, ani ostatni, nawet spośród zwolenników Jarosława Kaczyńskiego.
I robią wrażenie i zaskakują jednak słowa o tępych pałkach, szczekających psach, wysiadywaniu przed gabinetem prezesa z donosami, grupie nieodróżnialnych agentów Smithów – klonów jednej osoby.
Nie dałbym za polityczną przyszłość Marka Migalskiego w PiS ani grosza.
Dałbym mu jednak nagrodę za wpis, który warto przeczytać. Niezależnie od tego, czy świadczy o samym autorze, czy o opisywanych zjawiskach.