Badacze z Ohio przyznają, że pewne znaczenie dla topnienia pokrywy śnieżnej na szczycie Kilimandżaro ma też zmniejszenie ogólnego zachmurzenia i redukcja rocznej ilości opadów, ale ich zdaniem wzrost średniej temperatury jest najważniejszy. Powierzchnia pokrywy lodowej zdradza ślady topnienia i ponownego zamarzania, których nie stwierdzono w czasie wierceń sięgających w przeszłość niemal dwanaście tysięcy lat. Owszem, 4200 lat temu w tym rejonie Afryki panowała dotkliwa susza, ale nawet wtedy lód na Kilimandżaro nie topniał. Jeśli to prawda, śniegi Kilimandżaro nie doczekają nawet stulecia powieści Ernesta Hamingwaya, której dały tytuł w 1936-tym roku.
Na razie na szczycie Kilimandżaro śnieg i lód jeszcze jest. Przekonują o tym zdjęcia wykonane przez mojego przyjaciela Tomasza Nodzyńskiego z Akademickiego Koła Przewodników Tatrzańskich, który był na najwyższym szczycie Afryki niespełna 2 tygodnie temu, 21-go października.