Przy pomocy specjalnej aparatury monitorującej ruchy oczu, naukowcy z Santa Barbara analizowali, gdzie w chwili spotkania kierowane jest pierwsze spojrzenie, pozwalające ustalić tożsamość, płeć i stan emocjonalny napotkanej osoby. W zdecydowanej większości przypadków spojrzenie to wędrowało w miejsce poniżej linii oczu, mniej więcej w środku twarzy.
Można tłumaczyć to na dwa sposoby. Po pierwsze od dzieciństwa uczymy się, że w wielu kulturach bezpośrednie spojrzenie w oczy może być traktowane jako nieuprzejmość. Po drugie, takie spojrzenie pozwala najszybciej ocenić, gdzie koncentruje się uwaga obserwowanej osoby.
Autorzy pracy, Miguel Eckstein i Matt Peterson sugerują, że tak ulokowane pierwsze spojrzenie, choć trwa zaledwie 250 milisekund daje mózgowi szansę ogarnięcia naraz największej ilości informacji i dzięki temu daje największą szanse, że prawidłowo odczytamy tożsamość i intencje napotkanej osoby.
Tak kierowane spojrzenie wykorzystuje też anatomiczne własności naszego oka, fakt, że obraz pada wtedy na obszar tak zwanego dołka, małego zagłębienia w centrum plamki żółtej siatkówki. Ze względu na rozkład światłoczułych receptorów, jest to obszar najostrzejszego widzenia.
Badania pokazały też, że osoby, którym nakazano rozpoznanie tożsamości, płci i emocji znanych osób przez krótkie spojrzenie na ich oczy, usta, czy czoło, nie radziły sobie tak dobrze, jak w sytuacji, gdy sami mogli wybrać, gdzie patrzą.
Na zdjęciu po prawej zaprezentowano wyniki analizy spojrzeń 50 uczestników eksperymentu, którzy przeglądali w sumie 120 zdjęć znanych osób. Zielone punkty oznaczają średnie spojrzenie każdej z badanych osób. Biały punkt to średnia dla wszystkich.